[Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci"

[Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci"





DrHyde - 01-06-2008 11:38
29 Erntezeit. Bezhaltag.

Jesienne popołudnie jest bardzo ciepłe tego dnia. Promienie słońca przedzierają
się między koronami drzew, gubiąc się w licznych kałużach na trakcie.

http://www.dmnt.pl/potamtejstronie/w...10/lig1000.jpg

W powietrzu czuć zapach lasu...złowieszczego lasu Drakwald...

Karawana jadąca traktem w kierunku Middenheim z Hunxe, składa się z 2 wozów, obok których konno jedzie kobieta. Pierwszy wóz załadowany jest beczkami, na których widnieje ostrzeżenie "MATERIAŁY ŁATWOPALNE". Powozi nim Wolfgang, młody mężczyzna koło dwudziestki wysoki o dość potężnej posturze, ubrany w lekko podarty strój podróżny, zabezpieczony
koszulką kolczą i okryty płaszczem. Twarz skryta jest pod kapturem.
Na plecach przewieszony ma miecz, na którym wygrawerowane są słowa : "Za Ulryka, Rodzinę i Kraj". Beczki ozdabia siedzący Felix von Hegen równie młody jak Wolfgang. Jest nieco wyższy niż większość ludzi w Imperium, żylasty o mocno zarysowanych mięsniach. Ma na sobie nieco podniszczone, szaro brunatne ubranie podróżne i bury płaszcz obszyty króliczym futrem. Twarz pociągła z silnie zarysowaną szczęką kośćmi policzkowymi, lekki 2 dniowy zarost niby zaniedbany, lecz dobrze przemyślany; jak sam często dodaje. Włosy czarne niczym skrzydło kruka opadają na kark i zasłaniają uszy. Włosy w lekkim nieładzie i grzywka przycięta do wysokości piwnych oczu.
Drugi wóz przewozi dość pokaźną liczbę kufrów, które są pieczołowicie pozamykane kłódkami. Woźnicą jest Joachim, który kazał na siebie wołać Blitzschafer. Facet koło 35 lat. Jest wysokim mężczyzną i jak na swój wzrost bardzo szeroki w barkach, ma czarne włosy, ścięte przy skórze, brązowe oczy, normalnej budowy ciała, blizny na lewym policzku i nad prawym łukiem brwiowym, wysokie czoło, prosty nos. Nosi kaftan kolczy (pod nim wełniana zwykła koszula) a na nim skórzaną ćwiekowaną kurtę. Na nogach ma buty do jazdy konnej z brązowej skóry (z odczepianymi ostrogami) oraz czarne spodnie. Oprócz tego na szyi nosi żelazny medalion z symbolem Myrmidii oraz stalowy sygnet na lewej dłoni. Przy pasie wisi długi miecz oraz dwa pistolety, po drugie stronie ma przypasany lewak. Po prawej stronie drugiego wozu, na czarnym jak ziemia koniu jedzie kobieta. Nazywa się Calien.
Calien ma ok 25 lat, jest niewysoką kobietą o zgrabnej i kształtnej figurze, jak to powiadają doświadczeni znawcy: hojnie obdarzona przez naturę. Długie, delikatnie falowane włosy o kolorze orzecha, miejscami mieniące się pod wpływem światła słonecznego na złoto-rudo. Opadają na jej delikatne ramiona, ocierając się o linie piersi. Swobodnie puszczone, falują na wietrze niczym kłosa podczas letniej zawiei. Jasna cera współgra z głębią zieleni jej oczu. Często na jej licu widnieją rumieńce tak różowe jak pączek róży w szczycie swej egzystencji, a całość uzupełniają usta w kolorze dojrzewającej maliny.Pod fioletową szatą nosi lnianą koszulę zawiązywaną pod szyją. Opina ona nieco jej talię i biust. Na koszule założony wiązany z tylu gorset. Do tego skórzane spodnie, których nogawki wchodzą w wysokie wiązane buty. Na szyi
wisi rzemyk z doczepionym zielonym kamieniem w kształcie serca.

Karawana przewozi bardzo cenny ładunek, który ma być dostarczony do Gildii Magów w Middenheim. Do rąk własnych Arcymaga Albrechta Helsehera.
Od samego wyjazdu Wolfgang buntuje się w kwestii Calien, która według niego nie powinna brać udziału w tej wyprawie. Usprawiedliwia się tym, że to przynosi pecha. Poza tym co to za baba co miecz dzierży.





harry_p - 01-06-2008 12:49
- na bogów jak ja się w to wpakowałem toż to nie zajęcie dla kogoś takiego jak Ja.

Spojżal na mężczyzn krytycznym wzrokiem oraz puścił oko do jadącej kobiety.

- Chociaż zawsze mogło być gorzej. Ciekawe w ogóle, co to za zgraja ludzi, z jaka utknąłem. Żeby, chociaż krasnolud był ci to lubieją sobie, chociaż dobrze wypić.

- Cóż się to stała, że tak wspaniała, kompanija się zebrała i postanowiła gromadnie udać się na wędrówkę.

Wciąż mówiąc spojżał najpierw na Wolfganga a potem z szelmowskim uśmiechem w stronę Joachima i Calien



Scarlet - 01-06-2008 13:01
Przemierzając szlak wiodący ku Middenheim, miastu, które nasuwa jej na myśl miłe wspomnienia popadła w chwilwą zadumę. Przypomniała sobie jak to było kiedy jeszcze niesamodzielna wędrowała uliczkami w poszukiwaniu wiedzy, zasiadała w bibliotece nad lekturą i praktykując godzinami nie opuszczała swego pokoju do chwili osiągnięcia pożądanego efektu. Sama myśl o tym wprawiła ją w zadowolenie i skusiła do ciągnącej się tygodniami dyskusji.

-Wybacz, że wchodzę Ci w zdanie Feliksie, ale chciałabym aby Wolfgang wyjaśnił moje wątpliwości.
Całkowicie nie rozumiem Wolfgangu twojego niezadowolenia z powodu mojej osoby. Czyżbyś po raz pierwszy widział kobietę posługującą się orężem?
Być może nie dopuszczasz do siebie myśli, że tak zwana przez was "słaba płeć" może być dobrym kompanem w walce? A może.....Jakaś kobieta dała ci nieźle popalić?


Na jej twarzy pojawił się wyraz zaciekawienia i oczekiwanie na ripostę. Wszak że nie raz rozgrywała się między nimi słowna potyczka, od której kompani niejednokrotnie dostawali ataku śmiechu.



harry_p - 01-06-2008 13:45
Może nie będzie tak źle. Kobitka niczego sobie, no i cięty język ma, to i może zabawnie będzie.

- Ależ niegniewam się wcale a wcale. Bo jak tu nie ulec sile słabej płci.

Uśmiechną się szerokim uśmiechem pokazując wszystkie zeby do jakącej z tyłu kobiety i wykonał parodię dworskiego ukłonu.





John5 - 01-06-2008 16:16
Słońce z pewnym trudem przedzierało się przez gałęzie Drakwaldu, odbijając się od licznych kałuż powstałych w wyniku ostatnich deszczów. Joachim w milczeniu i ostrożnie kierował wozem unikając co większych skupisk wody.

Jak tu utkniemy to koniec, sami nie damy rady wyciągnąć wozów, tym bardziej, że załadowane po same burty. Swoją drogą ciekawe co dokładnie jest w tych wszystkich kufrach? A zresztą nie moja sprawa, lepiej nie pchać palców między drzwi.

Zwadźca mimo woli uśmiechnął się kiedy Wolfgang zaczął sprzeczać się z Calien. Przypomniał sobie nieodległe przecież czasy kiedy miał te kilka lat mniej. Te lata zostawiły po sobie pamiątki w postaci blizn na policzku i skroni. Joachim nie odezwał się jednak, wolał zachować neutralne milczenie, w końcu na rozmowę prawie zawsze jest czas.

Ech młodzi, kiedy sobie o tym przypomnę, to ja tez kiedyś chyba taki byłem. Ile to czasu minęło od tamtych lat? Ha! Ale co tam co było to było, nie ma po co rozpamiętywać tego co minęło, trzeba by się zająć teraźniejszością. A nie wygląda ona najweselej, że też nie zrobili jakiegoś porządnego i bezpiecznego traktu przez Drakwald.

Wojownik zmełł w ustach przekleństwo i rozejrzał się uważnie po okolicznych zaroślach. Odruchowo sprawdził, czy pistolety są na miejscu, co prawda była to broń zawodna i mało celna ale za to nadrabiała efektem psychologicznym. Na widok lufy skierowanej w siebie niejeden rabuś zwykł zastanowić się, czy naprawdę opłaca sie atakować. Rany pozostawiane przez pistolet miały tą paskudną cechę, że trudno się leczyły, nawet właściwie opatrzone. A dym i huk potrafiły przestraszyć i odgonić większość dzikich bestii, zamieszkujących Imperium.



DrHyde - 01-07-2008 18:24
Wolfgang koncentrując się na omijaniu kałuż, starał się nie zwracać uwagi na Calien, która najwyraźniej znowu chciała mu popsuć już okropny nastrój. Wie, że jeśli wjedzie w dziurę ukrytą gdzieś w zdradliwych kałużach, niechybnie nie dojedzie z tą zgrają do Middenheim. Ściągnął miecz z pleców i położył obok siebie. Rozejrzał się na boki w las, przypominając sobie garść plotek, przedstawionych przez karczmarza z Hunxe. Szybko odpędził od siebie złe myśli o stworach, którym mogli by posłużyć za kolacje tego dnia.

- Herr Felix…Do tej pory nikt nie spowiadał się z powodu przyjęcia zlecenia na eskortę karawany.

- Swoją drogą, ciekawe co taka panienka robi wśród nas…W dodatku ten jej zdradliwy akcent.

Po chwili milczenia podjął temat z powrotem, nie dając dojść nikomu do słowa.

- Zdecydowanie uważam, że i teraz nikomu do szczerości się nie zbiera. A ty Calien lepiej miej baczenie na trakt i las, który nas otacza, bo bardzo szybko możemy stać się pokarmem dzikich bestii. Herr Joachim wszystko w porządku tam z tyłu?!



John5 - 01-08-2008 08:21
Joachim uniósł głowę i spojrzał w stronę Wolfganga.

-W porządku, jak na razie nie wygląda na to by coś miało nas zaatakować. Ale diabli wiedzą co może siedzieć w tych lasach, wiele się nasłuchałem o tych okolicach. Lepiej mieć się na baczności.-

Wojownik spojrzał na medalion kołyszący się mu na szyi. Prosta rzecz, zrobiona z żelaza, na której wyryto symbol Myrmydii. Co prawda Joachim do nie należał do zagorzałych wyznawców ale posiadanie przy sobie znaku bóstwa mogło nieraz ocalić skórę.

Zwłaszcza, gdybyśmy spotkali, tych szaleńców, fanatyków. Z nimi też żartów nie ma. Już chyba wolałbym wilki niż ich. Wilki przynajmniej nie mają w zwyczaju znęcać się na ludźmi.

Zaraz jednak wrócił do rzeczywistości i skupił się na powożeniu. Konie idąc same mogły wprowadzić wóz na kamień albo jakiś konar a wtedy koło poszłoby w drzazgi.



Scarlet - 01-08-2008 11:14
- Zaskoczenie jest przyjacielem wroga, jak to powiedział pewien mędrzec z Altdorfu.
Nawet jeśli na tym trakcie czai się coś złowrogiego, to wież mi Wolfgangu, nie ominiemy tego żadnym sposobem.


Opatrzyła Wolfganga chłodnym i beznamiętnym spojrzeniem.

Dzisiejszy dzień nie sprzyja pogawędką, szkoda.... Chciałam rozweselić trochę to pochmurne towarzystwo... Eh...

Nieco spiąwszy strzemiona pospieszyła konia do przodu. W oddali zdał jej się słyszeć skowyt leśnego śpiewaka. Świergot wydawany przez niego przywołał brzmienie znanej jej melodii. Dotrzymała więc towarzystwa nietypowemu śpiewakowi i poczęła nucić spokojną melodię.

http://moonmelody.patrz.pl



harry_p - 01-08-2008 14:49
Feliks z wyrzutem spojrzał na Wolfganga

-Czy ja na kapłana wyglądam? Żeby mi sie spowiadac

I dodał ironicznie

-Chciałem tylko ożywić tą gasnąca rozmowę

Wzruszył ramionami i spojrzał z rezygnacją w niebo.

Ależ ten dzień się wlecze. Odcisków sobie od tych beczek tylko narobię. Złe myśli przyciągają złe rzeczy.



DrHyde - 01-08-2008 17:15
Czas mijał, a powoli zachodzące słońce schowało się już za koronami drzew. Zapadł zmrok. Las po zmroku wygląda złowieszczo.

http://republika.pl/blog_tm_936826/1868834/tr/las.jpg

Drzewa skrywają mroczne tajemnice przeklętych sług Chaosu. Ciemność otoczyła was ze wszystkich stron i zmusiła do odpalenia lampy, którą Joachim zamocował przy swoim wozie. Calien jadąca z przodu odpaliła pochodnie. Zaczęła nią oświetlać drogę, przed wozem powożonym przez Wolfganga.
Kamienne słupki wyznaczające szlak, pod wpływem światła zaczęły rzucać niespokojne cienie, które tańczą teraz między drzewami.

Joachim skupiony na prowadzeniu wozu, nagle zaczął się zastanawiać nad beczkami na wozie Wolfganga. Jego myśli nie zaprzątają już kufry, w których może być cokolwiek. Zastanawiają go beczki z napisem „MATERIAŁY ŁATWOPALNE”. Jakie to mogą być materiały? Dlaczego wojsko tego nie eskortuje, skoro ładunek jest tak cenny?

Nagle z zadumy wyrwał go potężny wybuch gdzieś w oddali. Konie zerwały się w niepokoju. Nad koronami drzew dało się dostrzec, pokaźnych rozmiarów dym pnący się w niebo od strony Middenheim i łunę rozświetlającą okolice.

Wolfgang i Joachim zatrzymali wozy.

Wolfgang w migającym świetle pochodni, dostrzegł dość sporą ilość śladów końskich kopyt na trakcie. Po chwili wszyscy je spostrzegli. Wolfgang wstał i rozejrzał się. Ślady prowadzą w las.

Koń Calien przerażony potężnym wybuchem, zatoczył koło w miejscu. Calien uspokoiła wierzchowca i podjechała do ściany lasu. Ściągnęła coś małego z gałęzi.
Odwróciła się do kompanów.
-Słuchajcie! Wydaje mi się, że kawaleria z Middenheim zmierzała w tamtym kierunku.-wskazała drogę prowadzącą do miasta-Spójrzcie!-Calien pokazuje skrawek niebieskiego materiału-To prawdopodobnie pochodzi z munduru żołnierza.



Avaron - 01-08-2008 21:10
Wolfgang jednym susem zeskoczył z wozu. Pod woźnicy siedzisko sięgnął by swój okrutny miecz wydobyć. Kląć począł szpetnie, acz z cicha gdy ostrze zaklinowało się. Jednym szarpnięciem w końcu go wydobył, za pas siekierkę poręczną zatknął i rzekł na towarzyszy spoglądając:

-Nie chcę wozów prowadzić na zatracenie w nieznane. Sprawdzić trzeba, co tam się dzieje.

Nie czekając na to co zrobią, szczelniej się płaszczem okrył i w zarośla ruszył bez słowa. Począł się przez chaszcze przedzierać najciszej jak tylko umiał. Zmierzał ku miejscu gdzie spieszyli jeźdźcy. Przyczajony i gotów do skoku niczym napięta cięciwa luku przemierzał pełen cieni i przerażających głosów las...



harry_p - 01-08-2008 22:35
-Myślałem o jakiejś małej rozrywce, ale… ale nie dosłownie.

Dodał już mnie pewnie. Mówiąc to Feliks zaczął się rozglądać najpierw spokojnie potem trochę bardziej nerwowo. Po chwili uśmiechną się zeskoczył z wozu i postąpił kilka kroków w stronę granicy lasu, rozgarniając nogą rosnącą bujnie trawe. Po chwili podniósł z ziemi długi na jakieś 5 łokci drąg.

Całkiem zgrabny, jakiś żebrak musiał zostawić jak uciekał… lub gdy go zabili. Znalezione nie kradzione.

Wracając na wóz spróbował kilku pchnięć i ciosów.

-Lepsze to niż gołe pięści.

Powiedział nie pytany.



Scarlet - 01-09-2008 09:35
Zamknęła na chwilę oczy, wzięła kilka głębszych oddechów i starała skupić się na zapachu niesionym przez wiatr. Być może odgłos wybuchu pochodził z armat, a swąd prochu dotarł aż do nich. Po krótkiej chwili ruszyła koniem nieco do przodu.

- Felixie i Joachimie! Miejcie się na baczności. Pilnujcie wozu i nie ważcie się z niego schodzić. Trzymajmy się blisko siebie. Wolfgang sprawdzi co się tam czai.

Mam nadzieję, że to tylko porachunki armii z bandytami. Obym nie była w błędzie.

Delikatnie klepiąc konia w bok poczęła go uspakajać. Czujna, rozgląda się dookoła, świadoma , że las Drakwald jest idealnym miejscem na zasadzkę. Wąska droga utrudnia zawrócenie wozów, a otaczająca gęstwina sprzyja strzelcom.



John5 - 01-09-2008 14:50
Joachim miał własnie zaproponować postój połączony z noclegiem, kiedy nagle jego wzrok padł na napis MATERIAŁY ŁATWOPALNE, znajdujący się na jednej z beczek. Fakt, że tak cenny ładunek jest chroniony zaledwie przez czwórkę ludzi lekko go niepokoił.

Czemu tego transportu, skoro jest taki ważny nie eskortuje armia imperialna? Czyżby chciano odwrócić uwagę od zawartości wozów najmując zwykłych ludzi do ochrony? Nie podoba mi się to, bardzo mi się nie podoba. W co ja się tym razem wpakowałem?

Z tych ponurych rozważań wyrwał go nagły huk wybuchu. Na drodze jak dośc szybko spostrzegli znajdowały się ślady sporej liczby koni, zaś skrawek niebieskiego materiału jak słusznie zauważyła Calien mógł pochodzić z munduru kawalerzysty Middenlandu. Joachim na uwagę kobiety, aby pozostał na wozie zareagował jedynie skinieniem głowy.

Jeszcze mi życie miłe, nie mam zamiaru pchać się tam, gdzie być może w tej chwili toczy się walka. Jeśli Wolfgang chce może iść sprawdzić. Ja nie mam zamiaru nadstawiać karku ponad to za co mi płacą. Zbyt wiele przeżyłem na tym świecie by nie wiedzieć czym może skończyć się nadgorliwość. Mi płacą za ochronę tego, co znajduje się na wozach, za nic więcej. A jeśli ktoś będzie ów towar próbował zagarnąc, to cóż... Pożałuje.

Zwadźca pieszczotliwym ruchem pogładził rękojeść miecza, drugą ręką trzymając lejce, po czym uśmiechnął się pod nosem. Wpatrując się w stronę, skąd pochodził odgłoś wybuchu powiedział.

-Nie powinniśmy poszukać jakiegoś miejsca na nocleg? Niedługo zapadnie kompletny zmrok a wtedy nawet pochodnie nie zdadza nam się na nic. A wręcz przeciwnie widok światła, może przyciagnąc coś, czego spotkać możemy nie mieć ochoty. Cholera wie co czai się po tych lasach. Proponuję poszukac schronienia jak tylko Wolfgang wróci i powie nam co się tam stało.-



Scarlet - 01-09-2008 15:33
Joachim ma racje. Nie możemy zwracać na siebie uwagi obcych. Powinniśmy oddalić się od tego miejsca. Lepiej nie zawadzać na drodze. Hm.... z pewnością nie ma w tym lesie bezpiecznego zakątka, ale musimy czegoś poszukać...

- Masz słuszność Joachimie. Zaczekajmy tylko na powrót Wolfganga. Mam nadzieje, że wie co robi i nie sprowadzi na nas kłopotów.

Calien z niecierpliwością oczekując powrotu towarzysza wyjęła z torby starą mapę i poczęła przyglądać się jej.

- Tak jak myślałam....Niestety panowie. Spójrzcie-pokazała mapę- to jest jedyna droga którą możemy dostać się do miasta. Za późno na zawrócenie. Według tego co pamiętam, niedaleko powinien być zajazd. Jeśli uda nam się tam dotrzeć przed zmierzchem powinniśmy być bezpieczni.

http://www.fys.ku.dk/~blicher/Middenheim_v2.jpg

Zwinęła mapę i schowała z powrotem to torby szczelnie zamykając.

Niespokojna, co jakiś czas okrążała wozy doglądając czy wszystko w porządku, i czy czasem nikt nie zachodzi ich od tyłu. Spoglądała wysoko na drzewa bo wie, że najlepsi strzelcy w niemal niedostrzegalny sposób potrafią zamaskować się w koronach drzew.
Nie wiele czasu pozostało im do zmierzchu...
W pewnym momencie Calien zamarła w bezruchu, a na jej twarzy malował się wyraz skupienia.

-Nie podoba mi się ta aura panująca tutaj moi drodzy... Mam wrażenie, że ten wybuch to sprawa czegoś o wiele poważniejszego...



DrHyde - 01-09-2008 19:19
Wolfgang wbiegł w las. Rozglądając się na boki, dopiero teraz uświadomił sobie jak wielką głupotę prawdopodobnie popełnił. Zapomniał też zabrać czegokolwiek, co oświetliło by mu drogę. Po kilku metrach usłyszał głos zza jednego z drzew.

-Ani kroku dalej śmieciu bo strzelam! Powoli zawróć i kieruj się na trakt. Tylko bez zgrywania bohatera.

W głębi lasu dostrzegł dopiero teraz sylwetki czterech osób i prawdopodobnie koni.

* * *

Felix, Calien i Joachim stojąc na trakcie usłyszeli donośniejszy głos męski gdzieś w głębi lasu. Są przekonani, że głos dobiega od strony, w którą poszedł Wolfgang i z równie wielką pewnością domyślili się, że to nie jego głos. Nie zrozumieli jednak, co wykrzyczał ów mężczyzna.



harry_p - 01-09-2008 20:14
Ech, w jakie szambo się wpakowałeś Feliksie. Zachciał ci się wyprawy…

Feliks usadowił się między beczkami. Wraz z zapadającym zmrokiem tracił swój dobry nastrój.

- W zasadzie nie ma to większego znaczenia gdzie jesteśmy. I tak została nam droga do przodu. A skoro i tak zdążamy do Middenheim to chyba nic bezpieczniejszego jak spotkać się z tamtejszymi żołnierzami. Powiedzieć, że zdążamy do ich miasta i że nie zdążyliśmy do zajazdu przed nocą i jeżeli mają podrodze to razem dojechać na jakiś bezpieczny nocleg.

Zamyślił się na chwile.

-Żeby tylko, Wolfgang nie ściągną nam, jakiej biedy na głowy. Dodał cicho.

To mówiąc wstał z pomiędzy beczek. Przeszedł na koniec wozu rozejrzał się poczym wrócił na przód wozu usiadł na koźle położył lejce po lewej stronie znaleziony drąg po prawej.



Avaron - 01-09-2008 21:06
Jeno syknął z cicha, tłumiąc plugawe słowo, które już miał na końcu języka. Myśli jedna po drugiej jako te błyskawice przez głowę mu przemykały:

Jak mogli mnie wypatrzeć w tej gęstwinie... Jak ja mogłem ich nie spotrzec...Ich jak ich ale koni?! Psia jucha przyjdzie przypłacić głową tą historię... Chyba, że... Oni mnie w tych ciemnościach widzieć nie mogą jako i ja ich...

Jednym susem skoczył w największą gęstwinę i biec począł co tchu. Ryknął co sił w płucach tak by go usłyszeć go mogli towarzysze przy wozach

- Strzelaj se psubracie! Strzelaj do woli!!

Pognał nie bacząc już o zachowanie ciszy. Nie do wozów się jednak kierował, lecz w przeciwną zupełnie stronę.
Gałęzie po twarzy go biły, z trudem powietrze łapał i biegł dalej przed siebie nawet się nie oglądając.

Może za mną... Może tamtych nie spostrzegli... A jeśli nawet to gotowi będą...



DrHyde - 01-10-2008 15:11
Wolfgang wbiegł głębiej w las, uciekając przed przeciwnikiem. Biegnie ile sił w nogach, nie zważając na gałęzie uderzające w jego twarz. Mrok ogarnął go ze wszystkich stron. Nagle twarzą uderzył w gruby konar, który prawdopodobnie rozciął mu czoło. Wolfgang poczuł spływającą po oczach krew i upadł na kolana wprost w kałuże.
Jego bezradność po upadku szybko minęła. Jednak niewiele mu to pomogło, nadal wszędzie widzi ciemność i ból głowy. Jedynie gdzieniegdzie dostrzegł kontury drzew i krzaków. Gdzieś w oddali zobaczył jakieś małe czerwone punkciki. Wokół niezbyt pocieszająca, nienaturalna cisza. Jakby mało miał kłopotów, po chwili poczuł ostre kłucie w stopę i przeszywający nogę ból. Dotykając po omacku stopy doszedł do wniosku, że coś mu się wbiło...

* * *

Calien rozglądając się na boki, nagle dostrzegła na trakcie od strony Altdorfu dwóch jeźdźców, siedzących w siodle. Są dobrze zbudowani i ubrani w biało-niebieskie mundury armii Middenheim. Jeździec po prawej opatulony jest w płaszcz z kapturem, również w barwach miasta. Korpus chroni brygantyna. Ma na sobie niebieskie, nacinane pludry z białą podszewką, które ozdobione są przypiętymi na rzemyku do paska czterema czaszkami. Głowę ozdabia niebieski beret z nacięciami z białą podszewką i żółtym piórem. W dłoniach trzyma wycelowaną w waszym kierunku kuszę. Jego kary koń okryty jest niebiesko-żółtym korpierzem z wyszytym herbem Middenheim. Łeb konia zdobi, umocowana na rzemienie jelenia czaszka z rogami. Drugi jeździec ubrany w biało-niebieski miparti, zabezpieczony jest napierśnikiem płytowym a na głowie ma salade. W dłoniach okrytych kolczymi rękawicami, dzierży pochodnie (w lewej) i miecz (w prawej). Jego czarny koń okryty jest
niebiesko-żółtym korpierzem z herbem Middenheim. Z lewej strony widać zamocowaną do siodła tarcze.
Jeźdźcy zatrzymali się jakieś 20 metrów za wozem Joachima.

-Jesteście otoczeni przez wojsko wolnego miasta Middenheim! Rzućcie broń i nie ruszajcie się! -wykrzyknął jakiś mężczyzna stojący między drzewami.

Po wykrzyczanym rozkazie, spomiędzy drzew wyłoniło się czterech żołnierzy. Dwóch ubranych podobnie jak kusznik na koniu. Trzymają załadowane i gotowe do strzału kusze. Dwóch ubranych jak konny w zbroi. Nie mają jednak hełmu jedynie czepce kolcze. W dłoniach dzierżą miecze i tarcze z herbem Middenheim.

-Co tu robicie? Kim jesteście? Co jest na wozach?–zapytał brodaty mężczyzna z mieczem.



Scarlet - 01-10-2008 15:46
Usłyszawszy głosy gwałtownie spoglądnęła w stronę skąd dochodziły.
Kiedy postacie się ujawniły i zobaczyła ich oblicza dała znak ręką w stronę Joachima i Feliksa, aby opuścili swoją broń.

Otoczyli nas. Na całe szczęście to żołnierze z Middenheim... Miejmy nadzieję, że Pani Prawości wspomoże nas swoją siłą i nie zasieje ziarna niepewności wśród tych ludzi.

-Witajcie. Jesteśmy eskortą tych że wozów. Zmierzamy do Middenheim gdzie oczekuje nas pewien szanowany jegomość.

Umilkła na krótką chwilę po czym kiwnęła ręką w geście podejścia bliżej.

-Czy któryś z was, mógłby podejść do mnie na chwilę? Chciałabym przekazać pewną istotną wiadomość. A jak wiadomo las lubi słuchać...

Po chwili zastanowienia, jeden z żołnierzy opatrzony brodą podszedł do niej bliżej. Calien nachyliła się na tyle, aby móc szeptać do jego ucha.

- Wieziemy cenny ładunek, dla zapewne znanego wam i szanowanego w owym mieście, Arcymaga Albrechta Helsehera. Ingrediencje, składniki i kilka innych potrzebnych tak zacnemu magowi przyborów.Gdybyście wspomogli nas eskortą przez te niebezpieczne zakątki, na pewno był by wdzięczny, i nie wątpię , że wynagrodziłby wasz trud.

Po tych słowach wyprostowała się i zamilkła oczekując odpowiedzi żołnierza.



John5 - 01-10-2008 17:27
Joachim przez moment przyglądał się mundurom jeźdźców. nie zauwazył na nich krwi, więc prawdopodobnie rzeczywiście należeli oni do armii Middenheim. Poza tym nie dyskutuje się z ludźmi, którzy mierzą do ciebie z kuszy. Zwadźca spokojnym ruchem odpiął pochwę miecza i pistolety, po czym położył je na koźle obok siebie. Na tyle blisko, by w razie czego mógł chwycić zarówno jedno jak i drugie.

Jeśli to naprawdę są żołnierze, to nie mamy o co się martwić. Sprawdzą co mają sprawdzić i pojadą dalej. Chociaż tamten wybuch lekko mnie niepokoi. No i gdzie u diaska jest Wolfgang?

Kwestię rozmowy z żołdakami planował z poczatku pozostawić w rękach Calien, jednak kiedy ta nie wspomniała o Wolfgangu postanowił zapytać o niego osobiście.

-Co stało się z naszym kompanem? To on przed chwilą krzyczał. Mam nadzieję, że do niego nie strzelaliście. Może nie najlepszy ale zawsze to towarzysz. -



DrHyde - 01-10-2008 20:46
Dwóch jeźdźców podjechało do wozu Joachima. Nikt nie odpowiedział na zadane pytania. Zajechali wóz od dwóch stron - jeździec z pochodnią od strony piechurów. Schował miecz i ściągnął hełm.

http://wfrp.polter.pl/images/wfrpPol...rety_przep.jpg

Popatrzył na żołnierza, z którym rozmawiała Calien. Żołnierz zerknął na jeźdźca i rzekł:

-Jadą do Middenheim. Z przesyłką do Helsehera.

Jeździec spojrzał krytycznie na Calien i resztę. Poświecił pochodnią, przyglądając się załadunkowi. W końcu odezwał się:

-Jedziecie do Helsehera? Nazywam się Dietrich Rustung. Jestem sierżantem z garnizonu Grafa Borysa Todbringera. Z rozkazu Middenmarszałka Generała Johanna Schwermutta mam obowiązek przeszukać każdy wóz, który jedzie do miasta. Macie jakieś papiery na dowód waszych słów?
Co do waszego kompana, to nie widzieliśmy nikogo. Szukamy zbiega. Na wasze szczęście nie ma go wśród was.




Avaron - 01-10-2008 22:03
Opadł na ziemie w zarośla. Noga bolała jakby ją same demony piekieł smagały ognistymi pejczami. Ale zagryzł zęby, w zaroślach ukryty począł nasłuchiwać czy aby ktoś nie podąża jego tropem. Gdy tylko się upewnił, że nikt za nim nie podąża przyjrzał się swojej zranionej nodze. Opatrzył ją jak tylko umiał, jakiś poręczny konar złapał i jak szybko umiał począł wracać w kierunku wozu. Marnie mu to szło. Łepetyna nielicho go bolała, co chwila zdawało mu się że świat cały jako na tej jarmarcznej karuzeli się kręcił. Klął z cicha i uparcie podążał do ostawionych na trakcie wozów.

A niech to wszystkie diabelstwa pustkowi porwą... Trzeba wracać... Oni ich tam wyrżnąć mogą...

Zęby zacisnął z bólu aż zatrzeszczało i dalej przed siebie parł niestrudzenie.
Gdy dotarł w pobliże drogi skrył się w zaroślach i całą sytuacje obserwować począł. W ręku zważył poręczną siekierkę gotów w każdej chwili cisnąć ją, w któregoś z żołdaków.



Scarlet - 01-11-2008 07:50
Zmartwiona sytuacją starała się ukryć dręczący ją niepokój. Spojrzała na Joachaima i Feliksa oczekując pomocy w tejże sytuacji.

-Otóż szanowny panie Rustung'u. Faktem jest, musimy przyznać, iż nie posiadamy owego listu przewozowego. Nie było nam możliwe poznać dokładnej zawartości owych pakunków. Sam Arcymag jedynie wie, co dokładnie w nich się znajduje. I jego należy o to zapytać. Nam zapłacono by go dostarczyć nienaruszonym.
I z pewnością chodzi panu myśl po głowie, że może trudzimy się nielegalnym zajęciem. Otóż nie. Gdyby tak było, wybralibyśmy drogę przez las, nawet jeśli by to groziło utratą dechu w piersi. A wszystko o czym mówię może potwierdzić sam Helseher.


Zamilkła oczekując odpowiedzi żołnierza, który niewątpliwie był stopniem najwyższy z tejże grupy.



DrHyde - 01-11-2008 10:54
Sierżant roześmiał się gromko, po czym żołnierze również zaczęli się śmiać. Po chwili dowódca z uśmiechem na twarzy powiedział:

-Jakoś wam nie wierze. Nie macie żadnego pisemnego potwierdzenia. Wydaje mi się, że gdyby Helseher miał nająć kogoś do transportu to byli by to bardziej kompetentni ludzie.
Na przemytników nie wyglądacie, poza tym z takim transportem wozami przez las byście nie przejechali. Co się odwlecze nie ucieknie, czy jakoś tak. Dwie mile stąd przy rogatce mytniczej stacjonuje mój oddział. Tam was sprawdzą coście za jedni.


Rustung popatrzył na Calien zawadiackim wzrokiem.

-Panienka jest bardzo urocza, może zechce nam towarzyszyć?

Ponowna salwa śmiechu wśród żołnierzy, zagłuszyła sierżanta. Oburzony dowódca momentalnie zareagował:

-Morda w kubeł psy chędożone!

Sierżant popatrzył na Calien. Oblizał językiem wargi i puścił jej oczko.



Scarlet - 01-11-2008 12:21
Na twarzy Calien malował się delikatny uśmiech. Nie tyle kpiny ,co rozbawienia postępowaniem sierżanta.

- Wydaje mi się sierżańcie, że nie mam wyboru. Tak czy owak muszę wam towarzyszyć, razem z całą eskortą. Mam nadzieję, że sprawa szybko się wyjaśni...Bo jeśli tak się stanie to....

Urwała w połowie zdania uśmiechając się fikuśnie do sierżanta.

Mam nadzieje, że się myle co do tego człowieka, i nie okaże się on nachalnym zbereźnikiem.



harry_p - 01-11-2008 12:42
No tośmy się wpakowali w gówno po same uszy. Tsza coś wykąbinować inaczej nas w najlepszym przypadku zadźgają w jakiejś ciemnej piwnicy…
Wandalu Obronco! Miej w opiece swych wyznawców, którzy nie poskąpią twym kapliczką w godzinie wybawienia. Randalu Zwodniczy daj nam wyłgać się z tej kabały…


Wziął głęboki oddech, wyobraził sobie scenę publiczność by się uspokoić jak to często robił przed pokazem. Spojrzał na dowózce i odezwał się do niego spokojnym pewnym siebie głosem.

- Ja się tam na mycie nieznam. Ale jedno, co mnie życie nauczyło to nie zadzierac z żadnymi magami. A spójrz, chociaż na skrzynie, co je wieziemy. Nie widziałem nigdy by zbiry jeździły z takim ładunkiem. Wiem tez ze magowie są hojni w nagradzaniu jak i w gniewie i jak sam raczyłeś powiedzieć, co się odwlecze to nie ucieczce. Jeżeli wielmożny mag Helseher nie czeka na ładunek to i tak z twych rąk nie umkniemy. A nagroda za schwytanie nas cię nie minie. A jeżeli wielmożny Helseher usłyszy ze zapewniłeś rychłe i bezpieczne przybycie jego transportu zapewne nagroda cię nie minie.



John5 - 01-11-2008 13:41
Joachim spojrzał chłodno na dowódcę oddziału. Przez moment mierzył go wzrokiem po czym wzruszył ramionami i odezwał się.

-Nam zajedno czy pojedziemy sami czy też w towarzystwie wojska. W sumie to z wami nawet lepiej bo i bezpieczniej. A co do kompetencji, to nie oceniajcie panie ludzi po wyglądzie. Ale zostawmy to w spokoju, nie mamy zamiaru z wami walczyć, toteż nie ma jak naszych umiejętności sprawdzić. A swoją drogą wspominaliście panie o jakimś zbiegu. Moglibyście może pokrótce nam go opisać? Niebezpieczny to typ? Wolę zawczasu wiedzieć kogo się wystrzegać, by nie wpakować się w kłopoty.-

Zwadźca podrapał się spokojnie w kark i rozejrzał się po okolicy.

A Wolfganga jak nie była tak nie ma. Coś mi tu śmierdzi. Niemożliwe jest, żeby nie słyszeli jak krzyczał. Coś mi tu nie pasuje, tylko jeszcze nie wiem co. Wygląda na to, że nasi kawalerzyści coś ukrywają.

Powoli przysunął do siebie miecz i pistolety, tak by mieć do niech swobodny dostęp.

Ostrożności nigdy za wiele. Diabli wiedzą, jakie mają zamiary. Maja mundury armii ale mało to dezerterów się zdarza? Trzeba grać głupiego i czekać. Zobaczymy co z tego wyniknie.




DrHyde - 01-11-2008 17:44
Rustung jedynie się uśmiechnął i wydał rozkaz wymarszu w stronę rogatki. W tym samym momencie jeden z żołnierzy wszedł do lasu i przyprowadził cztery konie.
Sierżant spojrzał w kierunku Joachima i rzekł:

-Zbieg to mężczyzna koło trzydziestki. Ubrany w szarawy płaszcz z kapturem, spięty sporego rozmiaru pozłacaną broszą. Jest wysoki i dobrze zbudowany. Ma szramę na lewym policzku.
Tyle z tego co widziałem. Jest jednym ze zbiegów, co wysadzili w powietrze zajazd. Do tej pory widać łunę i dym. Tak przy okazji mam tu jeszcze jeden list gończy, gdybyście byli zainteresowani.


Dowódca wyciągnął zwój zza paska i podał Joachimowi do wglądu.

http://wfrp.polter.pl/images/heretyk.jpg

-Możesz go wziąć. –Dodał.

Rustung wydał rozkaz i dwóch kuszników powędrowało traktem przed wozy. Dwóch zbrojnych z mieczami wycofało się na tyły. Rustung został po prawej stronie wozu Joachima, a towarzyszący mu kusznik, przyjechał na lewą stronę.
Sierżant spojrzał po wszystkich. Zakłopotany Felix właśnie uświadomił sobie, że nie potrafi powozić...

-Możemy ruszać? –Zapytał.

* * *

Wolfgang siedział w krzakach, przyglądając się temu co się dzieje. Nagle ktoś złapał go dłonią za usta i zaczął dusić. Momentalnie tajemnicza osoba odezwała się szepcząc:

-Bądź cicho, nic Ci nie zrobię. Ty i twoi towarzysze jesteście w niebezpieczeństwie.

Dopiero teraz Wolfgang poczuł, nóż przystawiony do żeber. To nie był jego szczęśliwy dzień. Domyślił się, że nie ma sensu szarpać się w takim stanie i podłożonym nożem, gotowym do ciosu. Słuchał dalej głosu przeciwnika, który poluzował dłoń, dając mu dopływ powietrza.

-Mądra decyzja kolego. Słuchaj mnie uważnie, bo nie mamy czasu. Ludzie podający się za żołnierzy to oszuści. Nie wiem kim są. W towarzystwie jakiegoś maga rozwalili i wysadzili w powietrze pobliski zajazd. Szukali jakiegoś obcokrajowca. Znalazłem się z niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Wszystko widziałem. Przed tym zdarzeniem jednak słyszałem, jak mówili o jakimś transporcie, który muszą przechwycić. Świadków zabić. Zaraz po tym mnie dojrzeli i uciekłem. Od razu domyśliłem się, że chodzi o was. Przysyła mnie Helseher, miałem wam wyjechać na spotkanie. Jak widać, komuś bardzo zależy na przejęciu transportu i nie możemy do tego dopuścić. Teraz powoli zabiorę dłoń...

Mężczyzna zabrał dłoń i schował nóż.



John5 - 01-11-2008 18:12
Joachim wziął do ręki list.

-Caspar... Caspar Niederlitz. Hmm... nie znam nikogo o tym imieniu. Ale list zachowam skoro mogę, nigdy nic nie wiadomo. Może spotkamy go po drodze? Dwadzieścia koron piechotą nie chodzi. Przydałyby się z pewnością.-

Pokiwał głową po czym zwinął list i wetknął za pasek. Spojrzał ukradkiem na sierżanta i kusznika, który zajął miejsce na lewo od wozu.

Teraz to już jestem niemal pewien, że coś jest nie tak. Najpierw nic nie wspominali o Wofgangu, teraz ten list gończy. Po kiego diabła ten człowiek miałby wysadzać zajazd? A i zachowują się jakby nie byli na pościgu. I na dodatek otoczyli nas. Nie podobają mi się ci ludzie, ale nie mam dowodu na to, ze kłamią. Cholera nienawidzę takiej bezczynności i wyczekiwania.



harry_p - 01-11-2008 19:28
Nieprzekupny? Nie dba o nagrodę? Ani i jakoś tak dziwnie przychodzą pieszszo traktem a konie wyjeżdżają z lasu? Jakiś dziwny ten oddział.

- Tak nie bardzo mości Rustung. Ja umiem powozić tyle, co koń sam idzie a przy tych deszczach to pewnie roztrzaskam koło na pierwszej kałuży. Jest wśród twoich ludzi ktoś, kto umie dobrze powozić?

Jak skończył mówić przesuną się w prawo robiąc miejsce przyszłemu woźnicy.



DrHyde - 01-11-2008 19:39
Rustung popatrzył na Joachima i na Felixa. Z kamienną miną rzekł:

-Co wy sobie ze mnie kpiny urządzacie?!

Sierżant wyciągnął miecz, na co żołnierze również podjęli swój oręż. Kusznicy podnieśli kusze gotowe do strzału.

-Jedziecie po tym trakcie na pewno nie od dziś, a ty mi wmawiasz, że nie potrafisz powozić?! Wy się nazywacie posłańcami Helsehera?! Otwierać psia jucha te beczki i kufry, bo was zaraz mieczem po karkach wysmagam sucze syny!



harry_p - 01-11-2008 19:44
Feliks podniósł ręce w przepraszającym geście i zrobił najgłupszą minę, jaką mógł wymyślić. Niby nerwowo się rozglądając zaczął oceniać odległość między nim a kusznikami.

- Przecież mówiliśmy ze był z nami jeszcze jeden i on był cały czas woźnicą tego wozu.



John5 - 01-11-2008 19:54
Joachim chłodno spojrzał na Rustunga, nawet nie ruszywszy dłonią.

-Nie ma co się spieszyć już mówiłem. Przypominam ci panie, że to co jest na wozie jest do wglądu jedynie dla samego Helsehera. I nie możemy pozwolić byście zaglądali do środka. Co tam jest my sami nie wiemy, to nie nasza sprawa. A i wam nie radzę grzebać w rzeczach maga. Mają paskudny zwyczaj rozliczania się z każdym kto wchodzi im w drogę.- zwadźca potarł blizną zdobiącą jego lewy policzek -Taak... paskudny zwyczaj. Ale jedno trzeba im przyznać, są w tym cholernie dobrzy.Zresztą tak jak mówił mój kompan wozem do tej pory powoził kto inny. Poszedł sprawdzić, co było źródłem tego wybuchu i czekaliśmy na niego, kiedy spotkaliśmy was. Nie ma co się gorączkować, nic nie ukrywamy. Swoją drogą diabli wiedzą co się kryje w tych beczkach, ja nie ryzykowałbym otwierania ich od tak. Mało to się słyszało o eksperymentach magów? Lepiej zostawić to tak jak jest i dowieźć spokojnie do adresata zgodnie z planem.-



DrHyde - 01-11-2008 19:57
Sierżant popatrzył na kusznika i wydał rozkaz:

-Heinrich weźmiesz ze sobą Roberta i Berna. Idźcie w las i znajdźcie tego kozojebcę chędożonego, bo mnie tu zaraz szlag trafi. Tylko załatwcie to szybko i wracajcie, bo się nam spieszy. My tu poczekamy. Tymczasem Ty cwaniaczku otworzysz beczki i kufry. -powiedział w stronę Felixa.

Kusznik imieniem Heinrich wraz ze zbrojnymi Robertem i Bernem skierowali się do lasu, zostawiając konie na trakcie. Nieświadomie pokierowali swe kroki wprost na
krzaki, gdzie ukrywa się Wolfgang i tajemniczy mężczyzna.



John5 - 01-11-2008 20:09
Zwadźca zgrzytnął zębami i ponownie odezwał się:

-Panie Rustung. Nie wiem czy pan zauważył, ale wszystkie kufry są pozamykane na kłódki a beczki są opieczętowane. Jeśli otworzycie cokolwiek zostaną ślady, a wtedy mag nam nie zapłaci. A na to ja pozwolić nie mogę. Powtarzam więc zawartością może rozporządzać tylko i wyłącznie Helseher. Nikt inny. Nie chcemy z wami zwady, wy wykonujecie swoje obowiązki, my swoje. Zaczekajmy aż pańscy ludzie znajdą naszego kompana i ruszajmy dalej d rogatki. tam na spokojnie wszystko wyjaśnimy. Ale mówię raz jeszcze ładunek musi pozostać nietknięty inaczej cała ta podróż dla nas okaże się jedynie stratą czasu. Za otwarte beczki Helseher nie da nam złamanego miedziaka. A dla nas każdy grosz się liczy.-

Joachim spokojnie spojrzał na Rustunga, dyskretnie umieszczając dłoń nieopodal broni.

Czy ten przeklęty idiota musi być taki uparty? Szlag by go trafił, że też musieliśmy trafić na najgłupszego sierżanta w całej armii!



DrHyde - 01-11-2008 20:18
Dowódca podrapał się z zastanowienia w głowę.

-No dobra. -Odparł.

Schował miecz i machnął ręką w kierunku kuszników. Żołnierze również schowali broń. Po czym odezwał się:

-Heinrich pospieszcie się. Nie ma czasu.

Dowódca zsiadł z konia i usiadł na kozła obok Felixa.

-Ja będę powoził. Ruszamy. Moi żołnierze wraz z waszym kompanem nas dogonią.

Strzelił batem w zad obu koni. Wóz ruszył z miejsca.



harry_p - 01-11-2008 20:34
Feliks prawie teatralnie odetchną z ulgą.

- Słyszałem o jednym trubadurze, co upodobał sobie pieśni o magach. Raz za dużo zaśpiewał piosenkę. Znajomy mi opowiadał, że do dziś na samo słowo mag szcza pod siebie. A i głosu już nie odzyskał. Wielce mądry z ciebie człowiek sierżancie. Nie zadzierać z magami tak zawsze ludzie w koło opowiadają.

Zaczął gadać Feliks jak to zwykle robił. Lubił kończyć temat zawsze po tym jak już wszystko zostało już powiedziane.



John5 - 01-11-2008 20:45
Joachim uśmiechnął się nieznacznie.

Może jednak ten cały Rustung nie jest skończonym kretynem. Wygląda na to, że ma nieco oleju we łbie. Co nie zmienia faktu, że nie podoba mi się jego zachowanie. Nie podoba i to jak jak jasna cholera. Ale na razie nic nie zrobię. Na razie...

Z pozornym spokojem powiedział.

-Roztropnie, bardzo roztropnie. Nie ma co pchać palców między drzwi, bo ktoś gotów nam je jeszcze przytrzasnąć, nieprawdaż? Wiedziałem, że dogadamy się jak wojak z wojakiem. W końcu co za różnica czy się mieczem wymachuje z rozkazu księcia czy maga? Panów się nie wybiera to oni wybierają nas.-

Zwadźca lekko trzasnął lejcami zmuszając konie, by ruszyły wóz z miejsca. Przy okazji rozejrzał się po bokach wypatrując Wolfganga.

Gdzie żeś się podział do ciężkiej cholery? I przed kim nas ostrzegałeś? Czy to byli oni?

Rzucił ponure spojrzenie na wóz z Rustungiem na koźle i dwoma żołnierzami jadącymi z przodu. Cała sytuacja wpędziła go w zły, żeby nie rzec wisielczy humor.

Co za dzień. Od rana miałem wrażenie, że coś się stanie, no i stało się. Eh cóż począć, taki los.



Scarlet - 01-11-2008 21:00


Hm... Coś mi w nich nie pasuje...Za bardzo chcą wepchnąć łapska do tych ładunków...I ta otaczając ich aura....


W czasie, gdy toczyła się rozmowa pomiędzy żołnierzami a towarzyszami, Calien skupiła wszystkie swe zmysły, aby dostrzec prawdziwą istotę tej sprawy.
Obraz, który ujrzała sprowadził na jej twarz strach.
Jechała tuż obok wozu.

-Ciekawa jestem co z Wolfgangiem. Niepokoi mnie bardzo, że jeszcze do nas nie dołączył. Mówiłam wam Joachimie i Feliksie, iż te lasy są bardzo niebezpieczne i czai się w nich iluzja i tajemnica, a czające się w nich monstra uwielbiają maskaradę.

Calien szczególnym akcentem podkreśliła ostatnią wypowiedz. Spojrzała na sierżanta, który powoził obok Feliksa. Uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała przed siebie.



harry_p - 01-11-2008 21:24
- Od całego tego zamieszania zaschło mi w gardle. Pozwól ze cię poczęstuje i sam się napije.

Feliks odwrócił się na koźle i zaczął szperać w swoim plecaku po chwili wyciągną bukłak i podał go sierżantowi mówiąc

- napij się tego świetnego trunku. Nie chowajmy do siebie urazy w końcu każdy z na ma swoją robotę a ja poszukam czegoś do przegryzienia.

Gdy Rustung podniósł bukłak do ust Feliks szybkim ruchem przystawił mu nuż do gardła i słodkim aż do przesady głosem powiedział

-A teraz ptaszku powiesz, co cię tak bardzo interesowało w naszym ładunku



John5 - 01-11-2008 21:29
Na słowa Calien Joachim uśmiechnął się paskudnie. teraz miał pewność, że z tymi ludźmi jest coś nie tak. A skoro jest z nimi coś nie tak, to powinni się ich pozbyć. Im wcześniej tym lepiej. Zwadźca położył na kolanach jeden z pistoletów i poprawił miecz, by w razie czego móc go bez problemu wyciągnąć. Widząc co robi Felix ujął w dłoń pistolet gotów w każdej chwili strzelić do któregoś z kuszników, gdyby ci okazali się nadgorliwi.



DrHyde - 01-11-2008 21:32
Sierżant wykrzyczał głośno:

-Zabić ich! Zabić ich wszystkich!

Jeden z kuszników nagle zniknął gdzieś we mgle, która spowiła jego wraz z wierzchowcem. Drugi wycelował w kierunku Felixa i strzelił trafiając w prawy bark. Felix odruchowo poderżnął gardło dowódcy. Krew obryzgała jego twarz. Felix wpadł w beczki pod wpływem strasznego bólu, jaki przeszył jego bark i rękę.



harry_p - 01-11-2008 21:37
Feliks zawył z bólu. Instynktownie przyciskając lewą rękę do barku. Poczuł coś dziwnego sterczącego z jego ramienia. Spojrzał i momentalnie pożałował. Z barku wystawał bełt kuszy a krew już zaczęła ściekać po ramieniu. Na ten widok omal się nie rozpłakał. Przez głowę przebiegły mu obrazy aren gdzie występował oraz znacznie większe gdzie chciał wystąpić.

zachciało mi sie psia jego mać zostać bohaterem

Po chwili rozpacz zastąpiła chęć przeżycia.



Avaron - 01-11-2008 21:53
Jeno cofnij ten kozik psi synu a inaczej pogadamy... Obaczysz co potrafią kowalskie łapy...

Wolfgang zmrożony chłodnym dotykiem ostrza na swoim gardle milczał słuchając z uwagą słów tajemniczego człeka. Dłonie zaciskał na stylisku siekierki aż kostki mu bielały gotów w każdej chwili tamtego ugodzić. Lecz słowa stopniowo układały sie w całość, a gdy stalowy ucisk na gardło zelżał Wolfgang jeno odwrócił sie i tamtemu głową skinął...

Niech mnie wszystkie demony tego lasu w rzyć pokąsają jeśli ci żołnierze to zwykłe żołdaki... Ale ten też jakowyś dziwny i na oku trzeba go mieć... Za łatwo coś mnie psia jucha podszedł w zaroślach ukrytego. Baczenie trzeba mieć...

Ciąg jego myśli przerwali ludzi zmierzający wprost w jego kierunku. Nie było czasu żeby się skryć... Ze zranioną nogą nijak było uciekać nie zostało mu nic innego jak walczyć!

-Słuchaj człowieku odwrócę uwagę tych trzech, a ty zajść ich z boku spróbuj. Jeśli oni za jedno moimi jak i twoimi wrogami tedy nam teraz razem szczeznąć lub ich ukatrupić...

To szepnąwszy owemu człekowi poderwał się na równe nogi nie bacząc na ból w zranionej stopie i toporek z całej siły cisnął wprost w zdziwiony pysk kusznika. Wyszarpnął potężne swoje mieczysko z pochwy stanął jak najpewniej nogi szeroko rozstawiwszy i warknął donośnie...

- Czekam na was psie syny! - a ciszej ledwie słyszalnym głosem dodał - Prowadź moje ostrze Ulryku!

A potem... potem był już tylko świst ostrza i krzyk...