Ostatnie życzenie(Warhammer 2ed)
Ostatnie życzenie(Warhammer 2ed)
lopata - 01-31-2008 20:37
Rok 3010 według kalendarza ludzi. Imperium przeszło wiele strasznych chwil w czasach Niepokoju. Armie chaosu splądrowały w znacznej mierze tą krainę. Pomiędzy Bretonią a Imperium z powodu strat w ludziach i finansach zaostrzyły się stosunki handlowo- dyplomatyczne. Od tamtego też czasu zaszły przeogromne zmiany w świecie mentalnym. Magia stała się nieprzewidywalna i coraz bardziej trudna w opanowaniu. Ludność wiejska zaczęła podejrzewać magów o każdą złą zaistniałą sytuację. Zaczęły się masowe mordy czarodziejów. Gorion Krzaczastobrody zarządził dekret mający na celu w pewnym stopniu ochronić magów. Stworzono kolegia, które szkoliły czarodziejów w 9 różnych kręgach i tylko posiadacze glejtu mogli używać legalnie magii. Pozostali czarodzieje skazani na samo naukę byli ścigani przez łowców czarownic. Czas Goriona nadchodził nieubłaganie i gdy na tronie miał zasiąść jego najstarszy z synów Artes zwany później Ciemiężyciel najmłodszy z trójki rodzeństwa korzystając ze starego Prawa Krwi zabił swoich braci podczas pojedynków, nie oszczędzając żadnego. Nastały czasy wyzysku i chłopi, którzy mieli i tak już źle teraz mieli jeszcze gorzej. Karano każdego, kto posiadał ziemie i nie opłacił daniny. Karano mieszczan za nie opłacanie podatków. Karano również inne rasy za nie uiszczanie opłat za życie pomiędzy ludźmi. Masowe emigracje z miast elfów i krasnoludów stały się normą. Korzystając z okazji wiele grup banickich powiększało swe szeregi by napadać na karawany emigrantów. Dyplomacja Imperium z Bretonią, Estalią i państwami- miastami Tileańskimi została całkowicie zawieszona. Ceny produktów importowanych znacznie wzrosły. Artes kazał wybijać monety z jego wizerunkiem. Podniesiono ceny oręża, aby zniechęcić tułających się żebraków do wędrówek po traktach i zmniejszono płace dla każdej jednostki. „Historia lubi się powtarzać...”, tak lubił mawiać jeden z historyków Albrecht von Stret. Miały nadejść czasy sprzed okresu Niepokoju, kiedy to ludzie i inne rasy żyły w zgodzie.
Pogoda jest iście jesienna. Tak, więc nic dziwnego nie było w tym, że nagle zaczął padać mocno rzęsisty deszcz. W tą właśnie pogodę bogowie postanowili dać schronienie kilku podróżnym. W tym zajeździe, pod zakapturzonym kimś poza gospodarzem miał być ktoś jeszcze.
W momencie wejścia pierwszej z osób gospodarz spojrzał na wielkoluda
-Pogoda jak z goblina. Wejdź ogrzej się przy kominku.- Po tych słowach jak po zaklęciu wszedł krasnolud.- Proszę, ty też wejdź.
W przeciągu kilku minut w kilkunastu sekundowych odstępach pojawiło się jeszcze czworo przybyszów: niziołek, elf i jeszcze jeden przedstawiciel ludzkiej rasy. Każdego z osobna gospodarz przywitał zapraszając do środka, aby ci mogli się ogrzać. W zajezdni panował porządek, różniąc to miejsce od miejskich karczm. W sali znajdowało się tylko pięć stolików z czterema taboretami do każdego stołu. Przy szynkwasie stało 8 taboretów. W ścianach znajdowały się wbite uchwyty na kaganki lub lampy, w tej chwili wisząc puste.
Każdy z przybyłych do tego zakątku bezpieczeństwa i suchego posłania spojrzał mimochodem na innych.
Po chwili wspólnego przyglądania się sobie nawzajem, gospodarz przerywa cisze:
-Podać jaką strawę dobrzy wędrowcy? Pono wyczekiwał Was czas jakiś i miał rację. Jesteście!
Jendker - 01-31-2008 21:42
Elf zaczął pierwszy. Zrzucił kaptór swojego czarnego, lekko przybrudzonego, podrużnego płaszcza. Można było teraz zobaczyć jego kruczoczarne włosy. Były dosyć krótkie. Zupełnie nie podobnie do tych długich, jakie nosi większość elfów. I te srebrne oczy. W zamroczonej karczmie wyglądały jak dwie małe gwiazdy.Zdjął płaszcz i płynnym ruchem powiesił go na kołku wystajacym z ściany. Dopiero teraz można bylo zobaczyć jaki jest wysoki. Nie był tak smukły jak wiekszość elfów. Jego lekko umięśniona budowa sprawiała, że gdyby nie szpiczaste uszy można by go pomylić z człowiekiem. Jego czarny strój nie wyrużniał się zbytnio. Niemodny, aczkolwiek schludny. Tylko jego koszula nie była czarna. Na jej śnieżno białym kołnierzu,w migotliwym blasku kominka można było dostrzec wyszty znak podwójnego x. Teraz zmieżał bezgłośnie w kierunku kominka.
-Podaj mi kawałek pieczeni i kufel grzanego ciemnego piwa. Po tej długiej podróży to to, o czym marzę. -Rzekłem siadając przy ławie będącej najbliżej kominka. Usiadłem plecami do ściany, tak by móc swobodnie przyglądać sie wszystkim w zajeździe.
maciek.bz - 02-01-2008 10:49
Tuż za nim wkroczył podskakując i nucąc jakąś piosenkę niziołek. Miał czarne, kręcone włosy i piwne oczy. Ubrany był w białą koszulę i brązowe spodnie. Na plecach miał zarzucony ciemnobrązowy płaszcz podróżny. Przez ramię miał przewieszony pas, z którego zwisały trzy małe sztylety. Uśmiechnął się do elfa potrząsając swymi lokami i rzekł, przysiadając się : Witam cię mości elfie. Jam jest Ludo Kriese, niziołek z Krainy Zgromadzeń, cyrkowiec. Do usług.
Uśmiechnął się jeszcze raz i usiadł wyciągając z plecaka drewniany kufel. Odwrócił się do karczmarza. Gospodarzu. Proszę o kufel tego waszego przepysznego piwa i pieczeń. Ludo rzosiadł się wygodnie zapalając fajkę i puszczając kółka z dymu.
Labalve - 02-01-2008 19:03
Wolnym krokiem do środka wszedł – a właściwie wpełznął młody mężczyzna, tuż za drugim z niziołków. Brązowe włosy lepiły się do twarzy, a woda spływająca z nich zalewała jasnozielone oczy. Usta, wydłużone krótką blizną, drgały w kącikach z zimna. Kaptur, podarty prawie w całości opadał wzdłuż pleców. Chuda sylwetka przeczłapała za plecami pozostałych gości. „Wszędzie na gościńcach coraz więcej nieludzi i bandytów, a coraz mniej dobrych karczm. Może choć tu znajdzie się nie zawszone do granic możliwości, czyste łóżko?” – pomyślał młody szlachcic, którego herb przedstawiającym głowę lwa na czarnym tle z kometą o dwóch ogonach, dało się dojrzeć na ubraniu, pod fałdami płaszcza.
- Znajdzie się grzane wino? Tylko bez wody proszę, potrafię ją wyczuć bez problemu. – Zablefowałem - sam nie wiedziałem, czy zdołałbym to stwierdzić.
Marchosias - 02-02-2008 10:19
Chwilę po przemoczonym niziołku do zajazdu wkroczył mężczyzna, postawny i wysoki, przyodziany w ciężką, futrzaną kapotę, opadającą do kolan. Spod kapoty widać było skórzany kaftan.
Cały był przemoczony, gdy tylko odgarnął mokre, lekko posiwiałe włosy z twarzy, można było w pełni ujrzeć jego lico.
W oczy rzucały się dwie szramy, jedna przechodząca przez wargę, ciągnąca się w dół aż po sam podbródek, zaś druga, nie mniejsza, poziomo przechodziła przez czoło.
Jegomość miał lekko garbaty nos, podkrążone oczy oraz jakby zamglony wzrok.
W ręku dzierżył, podpierając się nań jednocześnie, topór. Trzon wysoki na półtorej metra zakończony ciężką głownią.
Na dłoni zaś, prawej, nosił skórzaną rękawicę.
Nieznajomy skierował się powolnym krokiem w stronę najbliższego wolnego miejsca, każdy jego krok niemiłosiernie obijał, ciężkimi buciorami, drewnianą posadzkę.
Westchnął, jakby z ulgi, po czym usiadł na taborecie, grzechocząc jego nogami o podłogę.
Przebiegł wzrokiem po sali, jakoby oceniał wystawność lokalu, ujrzał siedzącego przy kominku elfa. Obrzucił go wrogim spojrzeniem, po czym skierował wzrok w stronę gospodarza, który zwrócił jego uwagę słowami
- Podać jaką strawę dobrzy wędrowcy? Pono wyczekiwał Was czas jakiś i miał rację. Jesteście!
Po tych słowach czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
Maciass0 - 02-04-2008 16:25
Ostatni do karczmy wszedł Fengrin, gdy drzwi otworzyły swe oblicze do środka wgramolił się krasnolud. Przeszedł przez próg karczmy, zamknął wejście i znalazł stolik i wolny taboret. Usadowił się, a ręce położył na stole.
Można było teraz zobaczyć młot na jego plecach. Oczy ciemne, tak jak włosy, brunatne. Płaszcz okrywający ciało było przepasane pasem. Widoczne buty były stworzone z przedniej skóry, wytrzymałe na zachowania pogody i nie wygody świata.
-Karczmarzu- odezwałem się, donośnym bassem.
Głos Fengrina miał charakter waleczny i zmęczony zarazem.
"Ciężkie są te czasy dla mej rasy, ciągła ucieczka przed losem i ludźmi, kiedyś się to zmieni, jeśli dożyje....."
Czekam jak karczmarz przyjdzie. Zamawiam piwo ciemne, dość mocne.
Czekam również na rozwój sytuacji...
lopata - 02-04-2008 18:31
Karczmarz wyszedł z kuchni niosąc drewnianą tacę zapełnioną miskami. Z wnętrza delikatnie wydostawały się obłoczki pary. Przed każdym z przybyłych postawił drewnianą miskę i łyżkę, po czym poszedł spowrotem do kuchni. W drodzę zaczął mówić:
-O zapłatę się nie martwcie, bo Starzec mnie uprzedził, że przybędziecie. Brakuje tylko jednej osoby i ma się niedługo pojawić.-ostatnie słowa karczmarza wypowiadane są głośniej aby dało się go słyszeć z kuchni. Kiedy wracał niósł na tacy gliniane kufle-On mądry jest ale dziwak. Dziwne, że tak to musi już być. Proszę to najlepsze Siki Smoka jakie dostaniecie w okolicy. Sam warzyłem. Gdzie ten stary pierdziel? Kuż dawno być tu powinien.
Kiedy każdy dostał posiłek oraz kufel karczmarz dorzucił kilka kawałków drewna do ogniska i zaczął zakładać kaganki na ścianie. Właśnie wtedy drzwi zajezdni znów stanęły otworem przed kolejną podróżną osobą. Na drewnianą podłogę z stąpnięciem weszła powoli sylwetka starca. Nic specjalnego. Ot, starzec jakich wielu zaśmieca "Stary Świat". Sylwetka lekko przygarbiona do przodu okrytra szatą sięgającą podłogi i zakrywającą przed chłodem całe ciało. Twarz pomarszczona i naznaczona wiekiem, głowa zaś posiadała niewiele już z siwych włosów. Kiedy wszedł spojrzał spokojnie po wszystkich i podszedłdo szynkwasu. Chwilę szeptał z karczmarzem po czym usiadł blisko kominka i zaprosił Was gestem ręki do siebie.
-Jesteście nareszcie, jesteście nareszcie. Tak się cieszę, tak się cieszę, że przybyliście. Bo przybyliście tu prawda i do mnie, do mnie przybyliście? Tak, tak na pewno do mnie. Przecież ja się nigdy nie mylę, nigdy się nie mylę.- Siadajcie blisko mnie, tak, blisko mnie usiądźcie.- Starzec wesoło spogląda na Was po kolei uradowany i mamrocząc cały czas coś do siebie.-Tak się cieszę, tak się cieszę.
Jendker - 02-04-2008 19:52
Uśmiecham się. Zjadam szybko pieczeń popijając ją łykiem piwa. Resztę piwa zabieram ze sobą i przybliżam się do starca, zaczynając rozmowę.
-I ja się cieszę starcze. Po twoim podekscytowaniu zgaduję ze to ty maczałeś palce w tym iż znaleźliśmy się tu wszyscy. Jednak wciąż nie wiem, po co to zrobiłeś. Zauważyłem, że nasza grupa jest...... zróżnicowana. Naprawdę wiec dziwi mnie, czemu tu wszyscy jesteśmy. -Wskazujuję rękami na innych-Szlachcic, cyrkowiec i.......-Zawieszam się przy pokazywaniu siebie i dziwnego gościa z wielkim toporem -No mniejsza z tym. Więc, po co nas tu właściwie zebrałeś?
Oktawius - 02-04-2008 20:16
Drzwi po raz kolejny się otworzyły.
Do karczmy wszedł niewysokiej postury postać z założonym szczelnie płaszczem i kapturem na sobie.
Stanął zaraz za progiem i zdjął okrycie psiocząc pod nosem.
Basowaty niski głos, długa broda z warkoczykami i gęste rudo-brązowe włosy na głowie nie chybnie sugerowały o rasie owej postaci.
Gdy rzucił swój płaszcz na jedno z wolnych krzeseł oczom osobom przypatrujących się jemu mógł ukazać się szczelnie owinięty przedmiot, zawieszony na ramię, oraz toporek przy pasie. Parę sakiewek również zwisała przy skórzanym brązowym pasie z metalową klamrą w kształcie młota na tle kowadła (Krasnolud mógł rozpoznać symbol wiary w Grungniego).
Jego koszula byłą wepchnięta w spodnie, ale na górze lekko rozpięta ukazując skórzany kaftan.
Trzymał pionową postawę, a jego ruchy były dość sztywne, co świadczyło o tym że jest żołnierzem, lub kimś podobnym.
Mały tobołek położył obok krzesła, delikatnie jakby trzymał tam jakieś skarby.
Nie zwrócił uwagi kompletnie na zebranych i na to co się tutaj dzieje. Zajęty był sobą i tym co chciał tutaj zrobić.
Dalej coś mamrotając pod nosem omotał swym zimnym i suchym wzrokiem osoby.
Niestety chyba trochę zbyt zamglony bo nie zauważył ani siedzącego gdzieś tam elfa ani siedzącego plecami krasnoluda.
-Wurgym dabrak- Powiedział trochę głośniej otrzepując ramiona, a potem głośniej już do barmana.
-Barman, jedno grzane piwo. Tylko żeby porządne, a nie jakieś imperialne siki!- Powiedział i wyjął monetę srebrną i położył na stole a sam siadając i wyjął z tobołka swoją fajkę. Pięknie rzeźbioną i masywną.
Nabił ją równie uroczyście co wyjmował i podpalając od iskrzyka zaczął kopcić sobie zarzucając nogi na stół i czekał na swoje piwo.
Na twarzy wkońcu pojawił się w miarę uśmiech, ale ciężko było go zaobserwować pod masywnością włosów na twarzy. Jego duży i szeroki nos zajmował dużą cześć twarzy, a jego małe chodź jak wcześniej opisane zimne oczy były jeszcze bardziej przymrużone i patrzące się w sufit cieszące się smakiem tytoniu. Nie było widać na jego twarzy żadnych blizn, co być może świadczy o krótkiej służbie wojennej, lecz jego długa broda (bo aż za splot słoneczny) zdradzała coś innego.
I tak siedział krasnolud czekając na coś co zagasi jego pragnienie...
Marchosias - 02-04-2008 20:29
Zdążyłem zjeść, zanim starzec zawołał nas do siebie.
Po jego słowach wstaję i nadal podpierając się toporem, podchodzę do niego, po drodze obrzucając nowo przybyłego gościa wzrokiem.
-Mów starcze, co masz powiedzieć, gdyż mam lepsze rzeczy do roboty, niż wysłuchiwanie storyjek.
Siadam na wolnym miejscu, po czym donośnie chrzęszczę karkiem.
Labalve - 02-05-2008 09:36
Piwo wypijam kilkoma długimi łykami, nie oddalając go od ust. Gdy skończyłem krzywię się lekko od alkoholowego posmaku, biorę w jedną rękę krzesło, w drugą miskę i zbliżam się do dziwnego starca. „Co on, do cholery, może o nas wiedzieć? To pewnie jakiś magik, czy inny dziwak. Może obłąkany?” – normalnie byłbym znaczne milszy i przyjaźniej nastawiony, dzisiejsza pogoda utrudniała jednak pozytywne myślenie, łamiąc moje morale kompletnie.
-Czego od... nas chcesz? – „nas” wypowiedziałem z pewną nutą obrzydzenia.
„Dlaczego mam się grupować z jakimiś nieludźmi?”
Maciass0 - 02-05-2008 12:36
"Coś jest nie tak, ale miło będzie pogadać z innymi, o i widzę że jakiś pobratymiec przybył do tej nędznej karczmy, ciekawie, ciekawie...."
Wziąłem swój taboret i siadam obok starca, oglądam go uważnie.
Młot zdejmuję, opieram na nim ręce i słucham, notuję wszystkie informację
-Karczmarzu, przynieś jeszcze piwa, opowieści potrzebują czasu, a piwo opieki- mówię do karczmarza
maciek.bz - 02-06-2008 08:37
Czekamy na twą opowieść starcze. Przysuwam się bliżej niego, aby lepiej słyszeć. Piwo piję małymi łykami, delektując się smakiem. Szkoda, że nie tak dobre, jak w mojej ojczyźnie, ale w końcu nie jest złe. Bawię się sztyletem czekając na opowieść.
lopata - 02-06-2008 21:55
Starzec, zdaje się nie zwracać uwagi co robicie. Pochłonięty własnymi myślami wybiegającymi daleko w przyszłość wyciąga z jednej z kieszeni szaty zwój, rozwijając go na stole.
-Zabieraj, zabieraj miski bo poplamisz cenny papier, tak, cenny papier poplamisz. Do stu zdechłych szczurów po co tu przynieśliście te miski? Po co przynieśliście te miski do stu zdechłych szczurów?
Spoglądacie z niedowierzaniem na starca, który najwyraźniej zapomniał, że zamawiał wam posiłek.
-A tak, tak-nagle zaczął starzec.-Tak, tak-podniósł głowę i spoglądając na każdego po kolei kontynuował.- Cieszę się, cieszę się, że dotarliście do mnie wszyscy, tak dotarliście do mnie wszyscy. Każdemu z was, każdemu z was, mam coś do zaoferowania, mam coś, tak mam coś do zaoferowania. Wystarczy, że udacie się do Altdorfu, tak, tak, tak. Do Altdorfu wystarczy, że udacie się. Dam wam po 20 sztuk złotych monet na głowę. Dam. Dam po 20 złotych monet na głowę, ale odnajdźcie mi włócznię. Tak włócznię odnajdźcie. Za te pieniądze kupicie sobie to co potrzebujecie. Tak, tak, tak, tak. Za te pieniądze kupicie sobie to co potrzebujecie. Tak ona wyglądała kiedyś, o tak właśnie wyglądała kiedyś. Moja ukochana, biedna, biedna, ukochana moja. 20 lat temu skradziono ją z mojej rezydencji a później wraz z nieprawowitym właścicielem złożono w grobowcu.-Ostatnie zdanie starzec wypowiedział z taką łatwością i płynnością, unosząc przy tym głos, że zastanowiło was czy aby nie kamufluje się przed wami. Po chwili jednak wrócił do normalnej tonacji.- tak, tak, tak 20 lat temu skradziono, tak, z mojej rezydencji, tak, a później wraz nieprawowitym właścicielem złożono w grobowcu. Jakieś pytania, czy może, macie jakieś pytania?- Starzec spojrzał chytrze na was wszystkich pytającym wzrokiem.
Na papierach jakie wyjął starzec było widać pewien rodzaj zamazanych rysunków, które się nakładają na siebie. Szybko jednak ta kartka została przykryta pergaminem przedstawiającym tą włócznię:
http://i210.photobucket.com/albums/b...ta4/wcznia.jpg
Włócznia nie prezentuje się za specjalnie więc dziwi Was fakt, że za coś co jest warte kilka sztuk złota ten starzec daje po dwadzieścia sztuk złota na głowę.
Jendker - 02-06-2008 22:11
Spoglądam na niego podejrzliwie. Wypijam resztę piwa i spokojnie mówię
-No wiec ja mam kilka pytań. No, więc. Kim ty na zęby Tala jesteś? Co to za włócznia? Kto ci ja skradł? I dlaczego tak bardzo chcesz ja odzyskać?-
"Coś mi tu nie pasuje. Ten dziadek albo jest pokręcony albo coś kombinuje. Trzeba go wybadać." Przyglądam mu się uważnie żeby zobaczyć go dokładniej i sprawdzić czy nie kłamie. Zwracam dokładną uwagę na jego ubiór i ruchy.(test spostrzegawczości).
Oktawius - 02-06-2008 23:11
Krasnolud spokojnie siedział dalej sobie przy stoliku i dalej paląc fajkę , popijając te siki, które okazały się jednak jeszcze gorszym piwem niż te które pił ostatnio, a do krasnoludzkiego wyrobu nawet się nie umywając.
Ten sielankowy nastrój, który sam sobie stworzył, przerwał mu mówiący z podekscytowaniem jakiś starzec który zebrał wokół siebie pozostałych zebranych w karczmie.
Nie specjalnie jakoś ukrywał się z tym co mówi i to jakie kwoty oferuje za "przysługę".
Mimowolnie spojrzał w tamtą stronę i dokładniej omotał spojrzeniem zebranych.
"Hmmm, człowiek.. drugi, niziołek. I ,na brodę moich przodków, nawet mój brat jest w tej zapyziałej karczmie. Jakim cudem mój wzrok mógł być tak przyćmiony żem go wcześniej nie zauważył. A naprawi się to później jak przestanie słuchać tych banialuków.
I ŻE CO !??!! Długouchy tutaj? No nieee! Ot ścierwo, niech mnie Grungni broni bo zaraz do ręki topór wezmę. "
Wkurzony tym że musi dzielić jedno pomieszczenie z przedstawicielem tej pedałkowatej rasy z buszu, starł się odwrócić od niego swoje myśli, a tym bardziej zabrać rękę z trzona topora i zająć ją kuflem piwa.
Opanował swoje myśli, znowu zaciągając się tytoniem i duużą chmurę dymu wypuszczając w stronę zebranych, aby przysłoniła mu tą zniewieściałą twarz.
Labalve - 02-07-2008 07:34
Siedziałem chwilę w milczeniu, zastanawiając się jak bardzo ten starzec jest szalony.
-Moment! Ty chcesz byśmy wykradali z grobowca jakąś włócznie? Spalą nas na stosie za jakiś szmelcowaty widelec! Nie zrobię tego za to co oferujesz! Lepiej, dziadku, kup sobie nową włócznie.
"Na Sigmara, dwadzieścia złotych koron za świętokractwo i narażanie życia?"
maciek.bz - 02-07-2008 10:31
Niziołek słuchał opowieści z mieszanymi uczuciami. To wszystko wydawało się strasznie podejrzane. Spojrzał na starca, zaciągnął się dymem puszczając po chwili w górę dwa idealne kółka. Jeśli dobrze zrozumiałem to chcesz, żebyśmy zdobyli tą włócznie z jakiegoś grobowca. Na dźwięk słowa "grobowiec" niziołek wzdrygnął się odruchowo. Nie bardzo uśmiechało mu się okradanie mauzoleów. W takim razie może nam powiesz, czym różni się ta włócznia od innych? Na tym rysunku wydaje się normalna, warta co najwyżej kilka złotych koron, a ty każdemu z nas oferujesz aż po 20. Nie sądzisz, że to wydaje się trochę dziwne? Ludo dalej bawił się swym sztyletem czekając na odpowiedź.
Marchosias - 02-07-2008 10:37
-Czy oby na pewno w pełni rozumu jesteś stacze, by prosić o takie rzeczy grupę nieznajomych?
„Wprawdzie 20 sztuk złota nie chodzi piechotą, ale jakoś nie widzi mi się szlajanie z bandą niskorasowców, no, krasnoludy jeszcze przeboleję, ale te wesołe niziołki i zaćpane elfy? Za dwadzieścia sztuk złota?”
Zachowując spokój, pohamowując się przed wypowiedzeniem, jakie to brednie wygaduje starzec, dodaję:
-Opowiedz coś jeszcze o tym badylu, bo żem nie do końca przekonan.
Maciass0 - 02-07-2008 12:55
"20 złotych koron? Jam jest tylko prosty kowal i mam kopać, co ja hiena cmentarna? Co on sobie myśli, że kim jest?"
- Dobra, piszę się na to, jeno daj coś na drogę, jakąś zaliczkę - powiedziałem
"Co ja robie?....... A co mi tam"
Po chwili:
-Fengrin tak się nazywam, jestem gotów, jak się reszta zdecyduje, to pogadamy. - dodałem
Opieram się o stół z boczku, dalej nasłuchując, krasnolud pełen dumy. Rozglądam się po karczmie, widząc brata krasnoluda kiwam mu głową jeśli się nasze spojrzenia spotkają, wyraz szacunku i przywitania
Jendker - 02-07-2008 13:31
Chwile rozmyślam. W końcu wstaję.
-A co mi tam!
"Coś tu śmierdzi. Nie wiem za bardzo o co tu chodzi. A jak powiadał mój ojciec, jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. W końcu jeśli ta włócznia jest więcej warta to wcale nie trzeba będzie jej oddawać temu staruchowi."
Wyprostowuję się.
-Wchodzę w to! Nie byłbym sobą gdybym tego nie zrobił
lopata - 02-07-2008 18:39
Starzec słuchał wszystkich uwag kiwając przy tym głową i mamrotając ciągle pod nosem niezrozumiałe słowa. Kiedy wszyscy zadawali pytania oraz wyrażali swoje obawy spojrzał wpierw na Mathew. Po chwili skupienia bez swojego zrzędzenia pod nosem zaczął mówić:
-Wy chyba mnie źle zrozumieliście. Tak, tak. Wy chyba mnie źle zrozumieliście. Nie po to Was tu ściągałem, nie po to ściągałem Was tu, aby słuchać tych narzekań, tak, tak, tych narzekań aby słuchać! Co ty zamierzasz robić-wskazał palcem właśnie na Mathew- Co zamierzasz ty robić? Szlajać się i udawać rycerza, udawać rycerza i szlajać się? A TY!- wskazał palcem w kierunku niziołka-A TY! Ponownie chcesz widzieć czyjąś śmierć, czyjąś śmierć chcesz widzieć ponownie? To ja Was tu zawezwałem, tak, tak zawezwałem Was tu ja. Włócznia mówiłem, że pamiątką rodzinną jest, pamiątką mówiłem, że włócznia jest rodzinną. Na górze spać możecie a rano tu się spotkamy. Tu się spotkamy rano a na górze spać możecie.
Starzec zwinał pergaminy i schował je za poły swojej szaty po czym wstał i skierował swoje kroki w kierunku schodów. Zostawiając co niektórych poszedł na górę prawdopodobnie do swojego pokoju. Kiedy zdziwieni i zaszokowani zastanawialiście się co teraz zaszło, podszedł do Was karczmarz:
-Mi tam ciarki zawsze przechodzą jak on tu jest. Haha, ale to tylko dlatego, że dziwaków ludzie się boją. Zapłaciłwam za dormitorium na samej górze. Tam są koce przygotowane dla Was. Tu macie kaganek by sobie drogę rozświetlić.
Mówiąc to podaje wam gliniane naczynie wypełnione oliwą i z wystającym knotem. Obok położył niewielki patyczek do odpalenia kaganku z kominka.
Kiedy wszyscy poszliście na górę widzicie wiele posłań. Zwykłe deski zbite razem ze sobą, znajdujące się na niewielkiej wysokości stały równo poukładane w dużym i ciemnym pomieszczeniu. Jedynie kaganek dawał źródło światła tutaj. Na sześciu "łóżkach" było po trzy koce dla każdego.
Jendker - 02-07-2008 20:12
Zajmuję jedno łóżko. Kładę się tak by móc swobodnie obserwować reakcje innych na to, co mówię.
-Żadne z nas nie zna tego pokręconego starucha, a on wydaje się wiedzieć o nas sporo. Podejrzewam, że to magister niebios. Całe to jego zachowanie na to wskazuje. Upatrzył sobie nas wszystkich byśmy ukradli te jego pamiątkę. I raczej nie spodoba mu się, jeśli którekolwiek z nas odmówi. Żadne z nas przecież nie chce zadzierać z magusem. Musimy, więc wszyscy udać się do Altdorfu. Jeżeli to zwykła włócznia to ukradniemy ją i po sprawie. Rozejdziemy się w swoje strony. Jeśli jednak zechce żebyśmy włamali się do grobowca pod jakąś świątynią, to tylko w Altdorfie będziemy bezpieczni. Zawsze możemy powiedzieć łowcą czarownic, czego ten dziwak od nas oczekiwał. Oni się na pewno nim zajmą.-
Przyglądam się wszystkim
„Pięknie. Wygląda na to, że spędzę z tą bandą trochę czasu. I pewnie to ja tu będę miał najwięcej kłopotów. Żaden z nich oprócz tego cyrkowca, do włamań się nie nadaje. Kim wogóle oni są?”
-Wygląda na to ze spędzimy ze sobą trochę czasu. Wypadałoby się poznać. Nazywają mnie Ren. Jestem złodziejem i nie dbam o to, co sobie teraz o mnie pomyślicie. Pewnie już zauważyliście, że nie jestem zwykłym elfem. To przez to, że wychował mnie człowiek. Gdy miałem 6 lat może wyrzuciło mnie na brzeg. Nie pamiętam, co było przedtem. Uratował mnie kapłan Randala. Opiekował się mną jak swoim własnym synem i w końcu stał się dla mnie ojcem. Nauczył mnie wszystkiego o fachu. Kiedy miałem 25 lat rozstaliśmy się i do tej pory go nie widziałem. To wam na razie powinno wystarczyć. Teraz wy powiedzcie, kim jesteście lub przynajmniej, czym się zajmujecie.-
Teraz czekam uważnie na to, co inni opowiedzą.
Labalve - 02-07-2008 20:42
Zająłem łóżko w rogu. "Nie mogę ryzykować odwracając się do tej bandy ścierwa plecami." Ukradkiem chowam nóż pod poduszkę. Kładę się na jednym z koców, drugim się przykrywam, a w trzeci owijam szpadę i obejmuję ją pod przykryciem.
- Jestem Mathew... Mathew. Podróżuję po świecie. Nie nawidzę jesieni, zimy i wczesnej wiosny, a także późnego lata. Potrafię zabić człowieka i... nie człowieka, bez mrugnięcia oka. Nie chcecie znać mojej historii.
Gdy to powiedziałem zastanowiłem się głęboko. "Dlaczego jestem taki opryskliwy? Napadam ich bez powodu... A z resztą, chrzanić nieludzi" Narzuciłem koc po szyję i rozejrzałem się po pozostałych. W normalnych okolicznościach starałbym się poznać wszystkich bliżej, czy nawiązać odpowiedź, lecz dzisiejszy dzień i "deszczowy dziadek" kompletnie mnie dobijały. Nadstawiłem uszu by wysłuchać pozostałych.
Oktawius - 02-07-2008 21:23
Gdy cała ta dziwna ferajna wyszła, krasnolud posiedział sobie jeszcze dopijając kolejne piwo i dopalając fajkę.
W końcu sen zaczął go nękać i postanowił ukoić swoje myśli w przytulnym ... chociaż patrząc na ten lokal to nie tyle co przytulne co w miarę czystym posłaniu.
Podszedł do karczmarza.
-Tu pokoje da się wynająć? Jak tak to 1 na noc.- Powiedział odstawiając kufel na ladę i zbierając swoje pakunki.
Ostrożnie podniósł zawiniątku i z taką samą uwagą tobołek.
Płaszcz który już wysechł zarzucił na swoje szerokie barki.
lopata - 02-07-2008 21:44
Gospodarz spojrzał chwilę na krasnoluda. Sam we własnym mniemaniu lubiał tą rasę. Jednak życie jakie stało się teraz w Imperium nauczyło go, że nie należy być dobrym i miłym dla nikogo. Aby nie urazić krasnoluda nachylił się tylko nad ladą i szepnął:
-Słuchaj. Tu masz nocleg zapewniony przez tego dziada. Jeśli jednak chcesz pokój nie ma sprawy. Zajezdnia jest pusta, no poza pokojem starca, ale tak to możesz sobie wybrać, gdzie chcesz spać. Nocleg kosztuje w takim pokoju jak dla osoby potrzebującej dziesięć srebrniaków. Bierzesz?
Gospodarz wyjął spod lady trzy koce i położył na nich rękę czekając co odpowie krasnolud. Dla niego było nawet na rękę posprzedawać osobno pokoje każdemu z przybyłych. Co większy zarobek to większy.
Oktawius - 02-07-2008 21:48
-Jak widzisz w karczmie nie ma już nikogo. A pokoji masz zapewne kilka wolnych.
Sam wiesz w jakich czasach żyjemy i ufanie innym nie zawsze bywa korzystne. Ten dziad zapłacił za mnie więc to chyba bez różnicy gdzie będę spał. I tak nie zapełnisz dziś łóżek wszystkich, a ja wolę uważać na swoje plecy.
Więc po prostu ja zmienię lokum co?-
Krasnolud mówił to pewnie i dosyć prosto, aby karczmarz nie był podejrzliwy.
Grunzin nie miał zamiaru płacić jeszcze pieniędzy dodatkowo za to, kiedy może przespać się nie płacąc nic, a i bezpiecznie w miarę do tego.
Niestety chyba karczmarz nie zwrócił uwagi na słowa Grunzin'a bo nagle zniknął za drzwiami po drugiej stronie lady.
Na początku wydawało mu się że ktoś wszedł do karczmy, że tak nagle zniknął gospodarz, ale jak było pusto tak jest i teraz, więc chyba nagła potrzeba ścisnęła go i musiał się zmywać.
"Ehh, ludzie to zawsze problemy mają ze sobą.. dlatego ciężko z nimi dobić interesu."
Korzystając z tego że zostawił na ladzie 3 koce, wziął je ze sobą i poszedł do wspólnej sali gdzie są wynajęte łóżka dla nich.
"Nie mam pojęcia skąd ona wiedział że tutaj zawitam, ale na brodę.. on wiedział co nieco jeszcze o innych, a Ci zachowywali się tak jakby go pierwszy raz na oczy widzieli. Coś mi tu śmierdzi goblinami...
Ehh, ludzie." Myśląc tak wszedł do pokoju i zaczął się rozkładać na pierwszym wolnym łóżku.
Wszystko ładnie porozkładał i kładł się do snu, gdy nagle sobie przypomniał że razem z nim w tym samym pomieszczeniu spiczastouszy pedał będzie spał.
" O NIE KURWA! Co to, to nie! Jakiś pedał spać będzie obok, a ja tak spokojnie się rozkładam.. Znając te podstępne i tchórzliwe paskudy to okradnie w nocy i spierdoli w jakiś te swoje busze. Na Brodę przodków, ostatnio za mało uważny jestem.."
Ochrzaniał siebie w myślach, zbierając wszytko jednak jak najbliżej siebie. Sakiewkę pod poduszkę, a zawiniątko do siebie do łóżka. Tobołek pod łóżko, a toporek oparty o łóżko tak żeby szybko po niego sięgnąć.
Już trochę bardziej spokojny, zamknął oczy, nie zważając na to czy ktoś do niego coś mówi czy nie.
maciek.bz - 02-08-2008 07:41
Niziołek spojrzał na starca, gdy ten skończył przemowę. "Skąd on do cholery wiedział..." Nie odzywał się już przy stole, cały czas sprawiał wrażenie, jakby cała poprzednia radość z niego uciekła. Schował sztylet, wziął swój plecak i płaszcz i poszedł na górę. Kiedy wspinał się po schodach wydawało mu się, że wspina się na podwyższenie, z którego zaraz zeskoczy robiąc salto i łapiąc się drążka. Cyrk..., to słowo nie wywoływało u niziołka zbyt miłych wspomnień. Przed oczami znowu stanął mu widok płonącego namiotu i tych ludzi w szatach. BUUMM! Ludo potknął się i spadł ze schodów. "Zapomnieć, zapomnieć" - mruczał pod nosem. Kiedy doszedł do sali, w której mieli spać zajął posłanie obok elfa. Słuchał historii innych leżąc i pykając fajkę. Gdy nastała cisza zorientował się, że teraz chyba jesgo kolej.
Jeżeli o mnie chodzi to nazywam się Ludo Kriese i jestem, a raczej byłem cyrkowcem. Moją specjalnością jest żonglerka i akrobatyka, dobrze również rzucam sztyletami. Wraz z cyrkiem objechałem całe Imperium. Niestety musiałem się z nim rozstać w dość nieprzyjemnych okolicznościach. To chyba tyle, jeżeli chodzi o mnie. Jeżeli wszyscy już skończyli opowiadać niziołek gasi fajkę i idzie spać.
Marchosias - 02-08-2008 13:47
„Niech tam temu dziadowi będzie, z grupą łatwiej. Ale nie mam najmniejszej ochoty z nimi dzielić jednej sali”
Mężczyzna nie ruszył, jak inni, po schodach na piętro.
Obserwował krasnoluda dyskutującego z gospodarzem „hmm... widzę, że jak ja jegomość niechętnie kładzie się z tą bandą pederastów”.
Gdy krasnolud odszedł, Gerald podszedł do gospodarza
-Dajże jakiegoś trunku dobry człowieku, bom dawno nie pił. Byle mocnego.
„Tak, to jest to, czego mi teraz trzeba. Mocnego napitku, dającego w czerep. Będę pił do samego rana, potem przemyśli się całą sprawę”
Jendker - 02-08-2008 17:40
Wzdycham.
„ To będzie ciężkie. Oni chyba nie lubią pracować w grupie. Tylko ten niziołek wydaje się mieć pozytywne nastawienie. Tak to będzie ciężkie. Jeśli nie zostawią mnie jak będzie niebezpiecznie to naprawdę będzie sukces. I do tego wszyscy gapia się na mnie jak na jakiegoś pederastę. Swoja drogą przydałaby się jakaś dziewka. ”
Przykrywam się kocami. Zasypiam dopiero wtedy, kiedy inni zasną.
lopata - 02-10-2008 17:15
Większość osób poszła na górę zmęczona już dzisiejszym dniem. Po krótkiej rozmowie z gospodarzem, Grunzin wykorzystał sytuację jaka się nadażyła i zabrał ze sobą dodatkowe trzy koce. Kiedy Gerald podszedł do szynkwasu zapytał gospodarza o trunki.
-Jasne. Ciemne piwo jest za cztery miedziaki. Jak masz zamiar siedzieć tu sam, to zostań już przy blacie.
Mówiąc to skierował swoje kroki do kuchni i wrócił niosąc antałek. Kiedy postawił go na blacie wyciągnął korek i wbił kranik. Kiedy wlał do glinianego kufla ciemną zawartość zainkasował należną kwote i wydał reszte. Myśli jakie nachodziły Geralda były tak pogmatwane jak korzenie drzew. Kiedy na górze wszyscy już poszli głęboko spać, on siedział i starał się poukładać wszystko w swojej głowie przy kuflu piwa. Dziwnie smakowało i ostro uderzało w głowe. Nawet nie spostrzegł kiedy przytrafiło mu się przysnąć. Kiedy obudził się zauważył, że jest we wspólnej sali wśród innych. Powoli zaczęli wszyscy wstawać. Pomiędzy szparami w ścianach wpadało słońce jako zapowiedź ciepłego i ładnego dnia. Wszyscy zwrócili się w stronę wyjścia gdzie stał ów staruszek. Jednak dziś wydawał się być inną osobą. Stał wyprostowany i nie mamrotał nić pod nosem, a z uśmiechu pozostało tylko wspomnienie. Groźnie obrzucił każdego swoim wyrazem twarzy i całkowitym niezadowoleniem.
-Wstawać lenie. Ruszać dupska i do roboty panienki
Zanim cokolwiek ktoś zdążył zrobić zaskoczony tą sytuacją, starzec wznowił swoje groźby.
-Niech i tak będzie! Wszyscy zginiecie
W tym momencie starzec wyciągnął rękę przed siebie, w której pojawiła się dziwna czerwona kula wielkości dyni. Kiedy kula znika wokól starca pojawiły się ludzkie szkielety wyposażone w miecze i tarcze tak pordzewiałe i tak stare, że można by wnioskować, że są to szczątki z jakiejś zamierzchłej wojny.
-ZABIĆ ICH!
Szkielety rzuciły się na wszystkich, zaskoczonych sytuacją. Zanim ktokolwiek zdążył coś zrobić i nim padły ciosy na was ze śmiertelnym skutkiem, wszyscy zerwali się ze snu. Nie. To nie był sen. To był koszmar, tak realny i na dodatek który przytrafił się wszystkim. Gerald spostrzegł, że i tym razem jest we wspólnej sali. Po plecach spływa każdemu pot wywierając lekkie drżenie ciała. Za ścianą słychać pogwizdywanie silnego wiatru oraz dudniące krople deszczu o dach zajezdni. Pogoda jak widać wcale się nie zmieniła. Wciąż jest jesienną szarugą. Co jakiś czas słychać jak niesiona wiatrem gałąź zatrzymuje się z impetem o budynek. Zdziwieni i przerażeni spoglądacie po sobie. Jak widać ta zajezdnia lub starzec mają wiele tajemnic, które zaczynają intrygować. Stało się to co każdy postanowił robić w życiu z własnego wyboru lub przymusu. Podróżować przez świat i odkrywać jego tajemnice przed wami.
Marchosias - 02-10-2008 18:20
„To był sen... To był tylko sen...”
Rozdygotany, Gerald rozejrzał się po sali. Wszyscy wyglądali jakoś blado, jakby przed chwilą zobaczyli ducha.
„To nie ja... To była prawda... A może sen...?”
Masa myśli zaprzątała teraz jego głowę, jednak były to same pytania, na które nie potrafił znaleźć logicznej odpowiedzi.
„Co się stało? Dlaczego tu jestem? Czy wczorajsza noc była jawą, czy snem? Czy któryś z nich ma z tym coś wspólnego?”
-Muszę się... napić...
Wydukał drżącym głosem, po czym ruszył w stronę wyjścia.
Teraz chciał tylko mocnego piwa, które pozwoli mu zapomnieć chociaż na chwilę o tym incydencie. Jak się wydawało, strasznym snem.
Jendker - 02-10-2008 18:33
Oglądam całe pomieszczenie. Na mojej twarzy maluje się przerażenie. Potem staję plecami do ściany i mówię.
-Dobra. Jeśli ktoś ma wątpliwości, co to było to już wyjaśniam. To była krótka wiadomość mówiąca „ macie się słuchać i nic nie kąbinować”. Jestem za tym by rano grzecznie poprosić starca żeby dał nam ten rysunek i być może jakieś wskazówki, naprzykład, kto skradł mu tę włócznie. A potem jak najszybciej ją znaleźć i mu oddać. I więcej go nie widzieć. Kto jest za ten ręka do góry.-
Bardzo szybko i energicznie podnoszę rękę. Rozglądam się na reakcje innych.
Oktawius - 02-10-2008 18:47
Dłuuugo przed wszystkimi obudził się krasnolud. Ale był na tyle przejęty tym pojebanym snem że nie wstawał z łóżka. Nie zmienił pozycji gdy wstał, leżał tak bez ruchu, tylko dysząc ciężko. Czuł jak stróżka potu spłynęła mu po czole. Nie miał pojęcia ile czasu tak dochodził do siebie, po raz pierwszy widział coś takiego. Szkielety które ożywione stanęły naprzeciw nim, słyszał już o nekromantach, że w Wojnie Chaosu odcisnęli duże piętno na Imperium właśnie takimi czarami...ale żeby widzieć to na swoje oczy? to już za dużo.
Spokojnie po godzinie dopiero zapiał kur, więc co najmniej od 5 już nie śpi... Jeszcze poleżał tak kolejną godzinę uspakajając się. Potem wstał, rozciągnął się i jak gdyby nigdy nic zaczął się pakować. Nie dawał po swojej minie poznać że coś złego mu się przyśniło, ale widział po minie innych, a szczególnie po stronie jednego z tych ludzi, że coś podobnego też musiało się im przyśnić.
Dobrze grał swoją miną, chociaż na plecach jeszcze mu się włos jeżył.
Sprawdził czy ma wszystko tam gdzie zostawił i czy zawartość jest nietknięta i ruszył na dół.
Widział owego człowieka który trzęsącą się ręką pił coś z kufla, a Grunzin zamówił strawę i piwo do tego i zasiadł na swoim wczorajszym miejscu , czekając na posiłek, starał się nie myśleć o tym co śniło mu się...
Jendker - 02-12-2008 08:57
„ A chuj z nimi. Te dziady będą rozmyślać, co to było i myśleć, co z tym fantem zrobić. Żaden nie podniesie swojego owłosionego dupska żeby coś zrobić. Wszystko na mojej głowie. Tak z staruszkiem trzeba ostrożnie. Ale nich sobie nie myśli, że może spać spokojnie. Jak znajdę tą włócznie to wepchnę mu ją tak głęboko, że jej najlepszy nawigator nie znajdzie. Ale na razie trzeba ostrożnie. Ja się nie dam tak łatwo zastraszyć. Hehe, tak, bo w pewnym momęcie szczęście może go opuścić. Hehe.”
Po mojej twarzy przemkną ledwie widoczny uśmiech. Pakuje swoje rzeczy i idę do baru. Przysiadam się koło człowieka.
-Karczmażu!!! Zamawiam jasnego piwa. I podaj jadła. Muszę przemyślić parę spraw.-
Odwracam się do człowieka i krasnoluda. Ściszam głos.
- Panowie. Ta sprawa śmierdzi na kilometr chaosem. Musimy na razie grać według zasad starca. Zaczekamy tu na niego tak jak nam kazał, a potem jak najszybciej wyruszamy. Na miejscu pomyślimy, co dalej. Nie mam zamiaru zostać ofiarą jakiegoś zaklęcia. Ale trochę się pomylił myśląc, że będę się przed nim korzył. Mam nadzieje, że wy także tak myślicie. Altdorf to najlepsze miejsce by coś zaradzić w tej sprawie. Tam przecież znajduje się baza główna łowców czarownic. Tak, boję się magi, bo wiem, co może zrobić. Ale wiem, że można ją obrócić przeciwko magowi. Zaczekamy na to, co chce nam teraz powiedzieć.-
Teraz czekam na dalszy rozwój wydarzeń.
Oktawius - 02-12-2008 12:17
Krasnolud spojrzał na pedała spod łba. Nie miał zamiaru gdzie kolwiek z nim iść. Poco? Żeby okradł jeszcze? Zabił w nocy?
-A czy ktoś powiedział że idę z wami?-
Jedno zdanie i dalej sączył swoje piwo czekając na jedzenie
Marchosias - 02-12-2008 12:36
-Uważasz spiczastouchy, że w ogóle tam dojdziemy? Myślisz, że wymyśliłeś jakiś genialny plan?
Mężczyzna wypowiadał te słowa nie odrywając wzroku od kufla. Zdawał się przy tym nie ruszać wargami.
„Jeśli to ma mieć coś wspólnego z chaosem, to muszę wymyślić coś sam. Może... nie... a jeśli...? Tak też nie może być... Gdybym...?”
Człowiek myślał tak przez chwilę, starając się skupić tylko na tym jednym temacie.
„A gdyby zabić starca...? Czy to sługa chaosu, czy nie, nóż wbity w gardło powali i jego... tylko co się wtedy stanie...?”
Gerald wiele słyszał o sługusach chaosu, o mutantach. Wiele historii, gdzie kwas tryskał z ran naznaczonego, gdy z jego wnętrzności wypełzały małe demony z ostrymi jak brzytwy zębiskami.
Nie mógł sobie pozwolić na najmniejszy błąd, nawet jeśli były to tylko bajki, wszyscy zebrani w tamtej sali zdawali się doznać tego samego.
„Sala... może w sali kryje się jakiś sekret!”
W tym momencie Gerald wstał od lady i poszedł w stronę schodów na wyższe piętro. Jego kroki kierowały się wprost do sali, gdzie zeszłej nocy spał, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Stanął przed wejściem do pokoju i czekał, aż reszta go opuści, by mógł przeistoczyć swój niecny plan w czyn.
Jendker - 02-12-2008 14:19
Przyglądam się jak człowiek odchodzi a potem zwracam się do krasnoluda.
-Ile razy miałeś do czynienia z magią?-
Nie czekając na odpowiedź ciągnę dalej.
-Bo ja całkiem sporo. Widziałem, co może sprawić magia kapłańska. A przecież wiadomo, że ta jest o wiele słabsza od magii tajemnej. Z magami się nie zadziera, nie wyskakuje na nich wrzeszcząc i machając toporem. Tym bardziej z czarnoksiężnikami. Więc myślę, że pójdziesz z nami tak czy siak. Przez zdrowy rozsądek. Wcale nie musimy kraść tej włóczni. Możemy w jakiś inny sposób pozbyć się tego natręta.-
Przerywam na chwilę.
-To jak? Idziesz czy zostajesz? Przyda się ktoś, kogo ta banda będzie słuchać. Bo inaczej mamy przesrane do końca naszego nędznego życia.-
Wpatruję się w krasnoluda czekając na odpowiedź.
maciek.bz - 02-12-2008 15:06
Ludo obudził się cały zlany potem. Ten sen, to wszystko było takie realne. Niziołek leżał przez chwilę rozmyślając. Po chwili jednak otrząsnął się i wstał.
Zszedł na dół zamawiając śniadanie i kufel piwa. Alkohol dobrze działa na stres. - pomyślał. W grupie wybuchła sprzeczka, gotowa się przerodzić w większą awanturę. Ludo postanowił więc temu zabobiec.
Do niczego nie dojdziemy, jeśli będziemy się kłócić. Osobiście mam niezbyt miłe doświadczenia związane z chaosem. Również ten starzec nie wydaje się godny zaufania. Wydaje się, że dużo w swym życiu widział, chyba nawet za dużo... Po prostu zróbmy to co do nas zależy i tyle.
Ludo zaczął podrzucać sztyletem. Robił to z wielką wprawą, dodatkowo przekładając ostrze między palcami.
Oktawius - 02-12-2008 16:02
Dla Grunzina, gdy Elf zaczął mówić o magii, stanął przed oczami znowu sen.
Widział te szkielety, ale nie podczas wydawania rozkazu... .tylko w trakcie jego wykonywania. Ich miecze wtapiały się po koleji w ciała ludzi... niziołka, potem elfa... 2 krasnoludowie bronili się najdłużej, pierwszy dostał śmiertelny cios ten nieznany krasnolud. Umierając spojrzał ze strachem na Grunzina. Ten w przypływie złości zaczął machać toporem jak oszalały, lecz długo to nie potrwało, bo otoczony był przez zbyt wielu przeciwników... miecz szkieleta utkwił w jego klatce...
Ocknął się.
....- hmmmm, jeszcze się nad tym zastanowię. Narazie tego starca nie widać. Mam czas.-
Odpowiedział zaczynając jeść właśnie przyniesiony posiłek.
lopata - 02-12-2008 16:13
Wszyscy zeszliście na dół w milczeniu chcąc przemyśleć to co działo się tam, we wspólnej sali. Każdy spostrzegł, że nie był osamotniony w tej wizji a to nie wróżyło nic dobrego. Na dole każdy zamówił śniadanie takie na jakie miał chęć przy czym gospodarz zastrzegł od razu, że zapłacone jest tylko za dwa kufle dowolnego piwa i porcję dla jednej osoby śniadania, dla każdego. W milczeniu przysłuchiwał się ogólnemu zamieszaniu i nie wtrącając się zaczął rozpalać ogień w kominku, znajdującego się w alkierzu. Kiedy Gerald pobiegł w stronę schodów na półpiętrze napotkał schodzącego na dół starca. Ten niczym nie różnił się od wczorajszego wizerunku. Postawa przygarbiona i ciągłe mamrotanie pod nosem. Szedł w zamyśleniu na dół i oderwało go z tego stanu tylko to, że Gerald wbiegając na górę szturchnął ramieniem starca. Spoglądając po sobie mimochodem zauważa, że ten uśmiechnął się tak jak dobry dziadek.
-Jeśli czegoś zapomniałeś to się pośpiesz, to pośpiesz się jeśli czegoś zapomniałeś. Śniadanie trzeba zjeść i w drogę ruszać. Tak, tak. Śniadanie zjeść i w drogę trzeba ruszać.-Nie czekając na odpowiedź człowieka starzec ruszył ponownie na dół.
Kiedy Gerald wbiegł na górę ukazał się mu widok pustej sali, w której mieściły się łóżka. Po dokładnym obliczeniu doliczył się ich w liczbie dwudziestu. Na sześciu z nich były pomięte koce, pozostawione w takim stanie w jakim ich właściciele je zostawili. Pomieszczenie nie zawierało żadnych dodatkowych mebli ani skrzyń. Puste pomieszczenie przeznaczone dla biednych ludzi oraz służby podrużującej ze szlachtą i arystokracją. Pomimo dłuższego obejścia całego pomieszczenia nic więcej szczególnego tu się nie znajduje.
http://www.swanna.pl/prw/damian/damian_dormitorium.jpg
Tymczasem na dół zszedł ów starzec, który widząc, że wszyscy jedzą podszedł do szynkwasu i zamówił jajecznicę na bekonie i pajdę chleba oraz wino do tego, po czym poszedł z jedzeniem do swojego miejsca, które zajmował poprzedniego dnia. Jedząc spogląda na wasze pytające spojrzenia. Przełykając to co ma w ustach pyta:
-Co Wam się stało? Co stało się Wam? Czyżbyście chcieli zrezygnować? Zrezygnować czyżbyście chcieli?
Kiedy ktokolwiek zamierzał coś zrobić lub powiedzieć drzwi zajezdni się otwierają wpuszczając sporo chłodnego wiatru a jej próg przechodzi dziwna postać w długim płaszczu i założonym kapturze, nie dość głęboko na głowie jednak coś w tym płaszczu było takiego, że twarzy nie było widać.
http://images.gildia.pl/rpg/systemy/...oj/zwoj1/w300/
Postać wykonała rzut nożem trafiając w czaszkę starca i zabijając go na miejscu. Kiedy karczmarz widząc co się stało wyjął spod blatu ciężką kuszę mierząc już w postać. Niewiele później gospodarz osuwał się z szynkwasu z wbitym nożem w czoło. Kiedy wasze wzroki padły na postać widać jak ta trzyma w ręku pięć noży. Spoglądając po sobie doliczacie się podobnej liczby. Ułamki sekund już minęły marnując je na opanowanie sytuacji jednak dając postaci wystarczająco już dużo czasu.
Oktawius - 02-12-2008 16:37
Krasnolud nie specjalnie zwrócił uwagę na kogoś kto wchodzi. Ot kolejny podróżnik. Był zajęty jedzeniem swojej strawy. No i pochłanianiem drugiego kufla piwa, nawet dźwięk upadającej miski go nie specjalnie zmartwił.
Dopiero zaczął się interesować otoczeniem gdy chciał zamówić sobie jeszcze jedzenia.
Zobaczył że ciało starca ma dodatkowy element w głowie a karczmarza ni widu ni słychu.
Trochę oniemiał widząc to co się dzieje, ale jego mina na twarzy nie zmieniła się nad to. Szukając winowajcy zobaczył dziwną postać stojącą zaraz za wejściem do karczmy trzymając sztylety.
Szczerze, to wcale go specjalnie nie przeraziło... widział gorsze rzeczy, a tym bardziej nie martwił się o to że stanie się coś złego, bo żadnego powodu nie było aby go atakować czy coś takiego.
Tym bardziej nie było mu żal tego pojebanego człowieka. Ludzie stwarzają swoje problemy więc niech rozwiązują je po swojemu.
Dokończył posiłek i dopił piwo.